niedziela, 31 stycznia 2010

Jeden zamiast pięciu

Tytuł może nieco zagadkowy na pierwszy rzut oka, ale już tłumaczę. Miało być 5 postów,ale jest jeden obfity. Jakoś nie miałam głowy do robienia na bieżąco zdjęć. Będzie więc prawie wszystko razem. Prawie, bo wśród zdjęć nie ma fotki bolerka. Jestem niezadowolona z rękawów i będę je robić od nowa. Wprawdzie w ostateczności mogłoby zostać tak jak jest, ale że do wiosny daleeeeeeeeeko jeszcze, to jednak spróbuję zrobić lepsze rękawy.

A teraz piękna niespodzianka, jaką zastałam po kilkudniowym niezaglądaniu na bloga: pakiet wyróżnień od beso_78:




Przyznam, że zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Beso_78 jeszcze raz bardzo dziękuję :)) Dzięki Tobie urosły mi skrzydła :))
Tym razem przekaże ten pakiet dalej:

Maknecie

Truskaveczce

i Kasi


Wasze blogi poznałam na długo przed tym, zanim założyłam swój, zazdrościłam pomysłów i rękodzieł (oczywiście tylko w pozytywnym sensie :)) i chcę, żebyście o tym wiedziały :))

A teraz robótkowo, a właściwie lalkowo. Po przejrzeniu sporej ilości stron z ubrankami dla barbie: szydełkowymi, na drutach, szytych już zdążyłam pomyśleć, ze nic nowego nie da się wymyślić. A tu proszę, po raz kolejny zaskoczyłam samą siebie. Szaliczki, czapeczki i kurteczki zrobiłam z resztek od ręki. Nie były przemyślane ani zaplanowane, powstały spontanicznie.




Nasze my scenki wystąpiły w grupie. Jak widzicie każda kurteczka jest inna. Tych szaliczków to chyba z 12 zrobiłam, po 2 lub 3 w danym kolorze. No cóż, są trzy dziewczynki, każda musi mieć swoje :)))







Czapka - szydełko 3,25
kurteczka - druty 2,5

Komplecik jedzie do Karolki.









Czapka - szydełko nr 3,25
kurteczka - szydełko nr 2

Jedzie do Anulki.








beret - szydełko nr 2
kurteczka - druty nr 3
Dwa czerwone bąbelkowe
szaliczki wyjeżdżają, może jeszcze
takie dwa bereciki machnę.
Dzisiaj zrobiłam jeszcze czerwoną
torebusię, ale nie ma jeszcze fotki.








A teraz przejdziemy do sukienki. Zdjęcia są fatalne, ale niestety lepszych nie będzie. Przymierzam się do kupna cyfrówki, bo mó telefon w pomieszczeniu robi zdjęcia do bani.
Sukienka z atłasu. Kupiłam okazyjnie. Najbardziej zbliżony kolor to ten na górze z lewej strony.
Kto oczekiwał rewelacyjnej kreacji karnawałowej, zawiedzie się. Sukienka jest prosta i skromna, według

MOJEGO POMYSŁU

Prostota wynika z tego, że miałam mało czasu i dlatego, że chciałam, by można ją było nosić nie tylko w karnawale. Moja córcia była zachwycona i bawiła się w niej fantastycznie, choć w tym roku nie wyróżniała się zbytnio spośród innych różowo odzianych księżniczek i elfowych wróżek :)) Przez dwa lata była biedroneczką, więc chciałam, żeby teraz poczuła się jak mała księżniczka.

Nie wiem, jak to będzie w szkole z balami.
Szycie nie było łatwe, bo mój malutki rozrabiak bardzo nie lubi, gdy mama się czymś zajmuje. Co chwilę wyłączał mi światełko przy maszynie, przekręcał wszystkie możliwe pokrętła, dobrze że mam walizkę, to ukrywałam maszynę, kiedy od niej odchodziłam. Znalazł inny sposób :)) Wytaplał rączki w zupie i sukienkę, dopiero pospinaną szpilkami, potraktował jako ręcznik . Tak więc szyłam do oporu, żeby jeszcze zdążyć wyprać i sprawdzić, czy sukienka będzie się nadawała, Na szczęście wszystko ładnie się sprało. Do sukieneczki dorobiłam trzy różyczki na szydełku z błyszczącej nitki jakowejś, niestety banderole dawno wyrzucone. Kupione kilka lat temu u Pani Ilony Misiak. Do bucików też przyczepiłam szydełkowe motylki robione według własnego pomysłu, który powstawał w tracie robienia. Niestety nie mam dobrych zdjęć.



A tu proszę, moje dziatki w akcji :)))
Jak widać, nie wszystkim zima daje w kość:)))



I jeszcze tylko na koniec napiszę, że dzisiaj jest jeden z moich najbardziej wyjątkowych dni w roku, bo 7 lat temu dziesięć minut przed pierwszą w nocy urodziła się moja mała perełka.
Przyjęcie było wcześniej, w czwartek, żeby ukochana babcia mogła przyjść, bo dzisiaj pracowała. A jak powiedziała moja córunia: Nie muszę mieć prezentu, najważniejsze, żeby babcia przyszła.

Lucynko, dzięki wielkie :))to prawda, pali się :)) Niestety ogień muszę teraz trochę przygasić, bo czeka mnie inne zajęcie.
beso_78 czapka niestety tylko wygląda na ciepłą, bo raczej nie jest zbyt gruba. Efekt taki daje połączenie bukli i nitki z włosem. Ja nie ocieplam dodatkowo czapek, bo moje dzieci i moje siostrzenice lubią chodzić w kapturach, więc nie grozi im zmarznięcie w mrozy czy przy wietrznej pogodzie. Ale jeśli dziecko nie lubi kaptura, to rzeczywiście dobrze by było ocieplić od środka polarkiem.

wtorek, 12 stycznia 2010

Zimowy komplet Karolinki


Czapka prawie cała zrobiona w grudniu, ale zabrakło mi włóczki i kończyłam dopiero na początku stycznia. Włóczka turecka Vanessa, 53% akryl, 47% poliester, 50g = 100m, druty nr 3. Zużyłam około 70g.
Nabrałam 80 oczek, bo cienkie druty i cienka nitka, ale okazało się, że mogło być mniej, bo czapka na dole zrobiła się troszkę zbyt szeroka. Znalazłam jednak na to sposób. Kwiatki w tej, jak i w czapce z poprzedniego posta, są połączone z czapką oczkami rakowymi. Zebrałam więc troszkę więcej oczek za kwiatkami, a tam gdzie nie ma kwiatków co drugim oczkiem rakowym obrabiałam dwa oczka czapki, dzięki czemu czapa wyszła idealnie dopasowana. Czapka jedzie do starszej siostrzenicy Karolinki.

Dzięki Truscaveczko :) I za miłe słowo i za podpowiedź. Tak mi się też i wydawało, ale pierwszy raz spotkałam się z tym skrótem. Pewnie wystarczyło go wrzucić do przeglądarki:))

Na mieście znacznie lepiej niż w czoraj, ale spacer z moimi rozrabiakami to niczym katorżnicza praca. Starsza nie chce spokojnie iść przy wózku, a Młodszy nie chce spokojnie siedzieć w wózku. Największym zainteresowaniem cieszą się oczywiście najwyższe zwały śniegu, na które najlepiej wchodzić na kolanach albo się czołgać.


A teraz będę kombinować rękaw do sukienki. Malutki padł dzisiaj na popołudniową drzemkę, więc coś tam sobie pomierzyłam, porysowałam, pospinałam. Co z tego wszystkiego wyniknie, licho wie. Na dodatek mój synuś bardzo się interesuje wszystkim, czego używa mama. Dzisiaj koniecznie chciał mi skubnąć mydełko. Dostał mały kawałek i też rysował po materiale :) Przydałyby się teraz przez dwa dni takie drzemki, żebym zdążyła na piątek...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Zimowy komplet Anulki

Czapka zrobiona jeszcze w grudniu, ale kwiatki-nauszniki połączone dopiero na początku stycznia. Druty 4, podwójna nitka, włóczka Gipsy, kolor nr 5, 100 g = 200 m, 90 % akryl, 10 % PES - może wiecie, co znaczy ten skrót? Nabrałam 64 oczka, na wysokości 13 cm zaczęłam zbierać oczka. Pomysł na nauszniki kwiaty pochodzi ze zdjęcia poniżej.
Komplet jedzie do mojej młodszej siostrzenicy Anusi. Poszedł prawie cały motek. Z resztek zrobiłam czapkę dla lali.





A tak wyglądało dzisiaj moje miasto. Co przeszłam w tym nieodgarniętym śniegu z wózkiem, wiem tylko ja. Nie będę przytaczać słownictwa, które cisnęło mi się na usta, kiedy musiałam samopas puszczać 2-latka, żeby przenieść wózek albo kiedy musiałam iść tyłem, bo inaczej nie dało rady. A miałam dzisiaj trochę chodzenia. Sanki mam bez oparcia, absolutnie nie dla malucha. Poza tym mój synuś w tym roku jeszcze nie jeździł na sankach, więc nie wiem, jak by zareagował. Wolę nie ryzykować dziecięcej paniki na środku ulicy. W zeszłym roku bał się. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, bo też mam coś do załatwienia.

niedziela, 10 stycznia 2010

Bąbelki, bąbelki ja wszystkie was bąbelki przytulać chcę ;))


Zakochałam się w bąbelkach, są mięciusie, milusie i szybko robi się z nich szaliki :))
Wszystkie zrobione z tureckiej Rozetti,100 % poliesteru, druty jakie miałam pod ręką (zalecane 8 mm, ale to i tak bez znaczenia, robi się takimi, jakimi wygodnie). Różowy i brązowy zrobione w grudniu kilka dni przed świętami, czerwony na początku stycznia. Prawie całe motki 100 g poszły. Zrobiłam jeszcze po trzy szaliczki w każdym kolorze na szydełku dla lalek.




czwartek, 7 stycznia 2010

Beret


Witajcie w Nowym Roku.
Lucynko, beso 78, Zulo i Makneto serdecznie dziękuję za życzenia:)) Dziękuję też za te, które jako gość odczytywałam na wszystkich blogach:))

Obok beret zrobiony dla Mamusi jeszcze w zeszłym roku. Zaczęty w październiku, ale z różnych względów skończony dopiero w listopadzie. Szydełko nr 3,5, włóczkę dostałam. Nie wiem, ile zużyłam, bo zapomniałam zważyć. Zdjęć też niestety lepszych nie będzie. Zaczynałam od pętli. Nie pamiętam ile zrobiłam słupków, ale można sobie policzyć, jak ktoś chce. W drugim okrążeniu robiłam tak: 3 oczka łańcuszka w pierwsze o. 1 okręgu, 2 sł. w 2 o. pierwszego okręgu od spodu, 1 słupek w 3 o. 1 okręgu normalnie od góry, 2 sł. w 4 o. od spodu i tak do końca. W każdym okręgu między słupkami od góry dodawałam po 1 sł. od dołu. Zrobiłam 19 okręgów i zaczęłam zwężać. Były to słupki albo półsłupki z narzutem, już tak dokładnie nie pamiętam.

Listopad był u mnie mało robótkowy. Zrobiłam parę próbek i czytałam z upodobaniem "Imię róży". W grudniu też zrobiłam niewiele, a że kilka rzeczy naraz, to tak jeszcze nie pokończone. A dużo nie zostało. Ale jakoś tak od świąt "ni mom chęci do roboty" ;)) i robótkowanie idzie mi jak po grudzie. Trochę sobie poukładałam puzzli, trochę pograłam w herosów i tak sobie czas płynie. A teraz muszę maszynę postawić na stół i wziąć się za szycie. 15 stycznia Córcia ma bal w przedszkolu i muszę wykombinować strój dla elfowej wróżki, ale taki trochę księżniczkowy.

Lucynko, Makneto, dzięki za miłe słowa :)
Makneto, też w pierwszej chwili się zastanawiałam, ale po pierwszym spacerze z żabką i po wielu zachwytach obcych ludzi nad tą czapą mam chęć zrobić takich zabawnych czapek więcej. Myślę, że nie powinnaś Puchatka ukrywać :) Czasem warto zaryzykować:) Dzieci lubią takie zabawne rzeczy, przynajmniej moje :))

środa, 23 grudnia 2009

Wesołych Świąt

Życzę Wszystkim radosnych i spokojnych Świąt w rodzinnej atmosferze, żeby wokół Was byli tylko ludzie życzliwi i szczerzy, a z dala od Was toksyczni i zatruwający życie, żebyście robili tylko to, co naprawdę lubicie i co daje Wam radość i by było się z kim ta radością dzielić, by każdy dzień przynosił radość i uśmiech, a każdy smutek i troska były tak małe, jak ziarnko maku.
Życzenia składam Wszystkim, którzy zaglądają do mnie, bo lubią i tym, którzy wpadają przypadkiem, po drodze,
a nawet tym, którzy kopiują moje pomysły bez mojej wiedzy, choć nie powinni...

piątek, 18 grudnia 2009

Czapka bałwanek


Czapka bałwanek według mojego pomysłu. Zrobiona 6-7 listopada z samych resztek, druty nr 5, szydełko nr 2 na marchewkę, guziki czarne duże i małe. Wiązana na skręcany sznureczek. Waga 10 dag.
Jak zrobić taki sznureczek dowiecie się u splocika, który rewelacyjnie to opisał. Ja tę umiejętność posiadam już od dawna, bo Mama mnie nauczyła. Zdarzało mi się takie sznureczki wykorzystywać nawet wtedy, kiedy jeszcze nie byłam tak bardzo zainteresowana robótkowaniem:))
Właściwie jest to czapa Igorkowa, ale na razie Sandrunia w niej chodzi, bo bardzo się Jej podoba. Igorkowi też się podoba, ale chodzić w niej na razie nie chce :) Woli żabkę :))
Na dole moje dzieciaczki razem w czapach i w kurtkach mojego pomysłu z niewielkim wykorzystaniem gotwych Burdowych form. Wykonanie też moje. Ale o tym innym razem.


czwartek, 17 grudnia 2009

Biała czapka z warkoczami



Ostatnia październikowa robótka. Tę czapkę robiłam dla Mamy, ale okazała się na Nią trochę za duża, więc ja w niej chodzę. Zrobiona z resztek, które dostałam od Cioci (nie chwaliłam się, ale tych resztek było jakieś 3 kilo :)). Robiona podwójną nitką drutami nr 4. Waży 80 g. Na mrozy się nie nadaje. Zdecydowanie za cienka. Zrobiłam 13 motywów, czyli musiałam nabrać 114 oczek.
Ten wzór wykorzystałam już wcześniej, robiąc czapkę dla Córci. Muszę przyznać, że bardzo mi ten wzór podpasował i myślę, czy nie wykorzystać go w jakimś sweterku.
Osobiście wolę takie bardziej skomplikowane wzory. Teraz robię bolerko dla mojej starszej Siostrzenicy Karolinki i wzór jest banalny, ale za to nużący potwornie i robota idzie mi jak krew z nosa. W ramach przerywnika zrobiłam dwa szaliczki bąbelkowe dla Siostrzenicowych barbie i prawie skończyłam Karlinkową czapę. Niestety wzięłam tylko jeden motek 50 g i muszę dokupić, bo mi troszkę zabrakło.
Sobie zaczęłam też takie bolerko robić, ale nie wiem teraz, czy je kiedyś skończę :)
Kilka gotowych wzorów czapek znajdziecie TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Makneto i Jadwigo, jest mi bardzo miło, że spodobała Wam się moja czapa. Mam jeszcze kilka takich pomysłów, tylko czasu mi na razie brakuje.

A moje dzieci znowu chore :((

niedziela, 13 grudnia 2009

Czapka zielona żabka

Pomysł na "żabkowy" komplecik czapkowy zrodził się jeszcze w zeszłym roku. Zanim jednak obmyśliłam, jak ma wyglądać, trafiłam na przecudny biryudumhobi.blogcu.com. I tam znalazłam takie czapki żabki. I taki szliczek. Jak widać próbowałam trochę odejść od oryginału, chciałam, żeby to nie była kopia, żeby miała coś z mojego stylu. Akurat kiedy robiłam ten komplet padł mi monitor, więc nie miałam możliwości zerknięcia w trakcie robótki, jak wyglądają wspomniane wyżej czapeczki. Ja całość robiłam drutami nr 5. Również łapki żabki, które są moim pomysłem. Buzię wyszyłam.Oczy zrobione szydełkiem nr 5. Całość akrylowa. Ciemnozielona to Puchatka, a pozostałe to domowe resztki. Czapka waży 120 g, a szalik na razie 50 g. Oczy wypchałam gąbką.
Niestety do poprawy. Muszę ją poglębić i inaczej przyszyć łapki, bo teraz ściągacz się odwija, a miał być podwójny. Muszę też poprawić nauszniki, bo są zrobine ściegiem ściągaczowym i wyszły trochę za wąskie. Szalik jest jeszcze nie skończony. Muszę go przedłużyć i dodać...coś. Na razie jednak poprawki muszą poczekać, bo, jak pisałam, mam robótki prezentowe na tapecie. Synusiowi te małe niedociagnięcia nie przeszkadzają i swoją żabkę bardzo polubił. Córuni mojej również się podoba i też prosi o taką. Muszę chyba o tym pomyśleć.
Dla tych, którzy by się chcieli nauczyć robić takie proste czapeczki, napiszę jak ja robię. Wszystkie czapki na drutach robię bez odgórnego schematu czy opisu. Przy drutach nr 5 nabrałam 56 oczek. Robię do oczekiwanej głębokości, w tym wypadku z rozłożonym ściągaczem wyszło mi 14 cm. Na tej wysokości podzieliłam robótkę na części, każda po 8 oczek i zaczęłam przerabiać po dwa oczka razem: 7 i 8. Potem przerabiałam tak po dwa w co drugim rzędzie (tzn. że widziałam prawą stronę robótki), ale już oczka: 6 i 7, potem 5 i 6, aż doszłam do jednego oczka każdej części. Ściągnęłam nitką i zakończyłam. W zależności od tego co ile oczek przerabiamy po dwa, tak wychodzi góra, bardziej płaska lub bardziej spiczasta. Nie podam wam dokładnego przepisu. Wszystko zależy od ilości oczek i grubości drutów. Ja się sama nauczyłam robić czapki na drutach, metodą prób i błędów, i bazuję na tym. Po zrobieniu jednej, dwóch czapek nabierzecie pewnej orientacji, jak taką czapkę dostosować dla siebie. Czasem nie obejdzie się bez prucia, żeby ustalić najwłaściwszą liczbę oczek. Nauszniki potem wrabiam, bo tak się nauczyłam i tak mi wygodnie, a wiązanie sobie dostosowuję do czapki. Czasem są to nitki skręcone w sznureczek, czasem łańcuszek szydełkowy, czasem wiązanie zrobione na drutach lub nitki splecione w warkocz. Wszystko zależy od inwencji własnej.

Lucynko i beso 78, dziękuję bardzo za miłe słowa :))

sobota, 12 grudnia 2009

Czerwony berecik


Zacznę od wyróżnienia, które otrzymałam od BeaS. Miałam wytypować 10 osób, jednak, po zastanowieniu doszłam do wniosku, że przyznam je wszystkim blogom, które mam w zakładkach, bo właśnie dlatego je wszystkie mam, że warto je obserwować. Możecie więc skopiować znaczek i wkleić u siebie na blogu.

A teraz kolejna październikowa robótka.
Na zdjęiu czerwony berecik, toczek, jak kto woli. Miał to być kaszkiet dla mnie. Trochę mi zajęło rozszyfrowanie wzoru, ale jak widać udało się i to bez wspomagania opisem. Zrobiony właściwie jednego dnia (22.10-nawet sobie zapisałam, żeby nie zapomnieć:)), właściwie popołudnia. Tak mi się jakoś udało. Zrobiłam daszek i sprułam, nie wyszedł mi jak należy i nie chciało mi się próbować jeszcze raz. Odłożyłam, a następnego dnia dorobiłam kwiatek, bo mi się wydawało, że tak sam to jakoś nie za bardzo dobrze wygląda. W rezultacie, jak widać, berecik dostał się Córci mojej, która w każdym nakryciu głowy wygląda cudnie:). W przeciwieństwie do mnie- ja w każdym koszmarnie :)) Nie wiem jeszcze, czy to jego ostateczna wersja. Waga ok. 50 g, akryl, szydełko 3,25, robiony bez opisu, bez schematu, na żywca.

W czwartek wieczorem machnęłam prezentowy szalik dla starszej siostrzenicy. Szybko, bo to bąbelki:)) Zdjęcia zrobię, jak będzie gotowa czapka do kompletu.

czwartek, 10 grudnia 2009

Beżowy półgolf


Półgolf ukończony w październiku. Akryl z odzysku, podwójna nitka, druty nr 5 (robiło się szybko i miło), waga ok 660 g, wykonany według wzoru do modelu 1 z "Sandry" 6/2005. Oryginał to kusy bezrękawnik. Jest to już trzeci półgolf według tego wzoru.
Na rękaw wykorzystałam wzór też z jakiejś gazetki, ale gdzieś mi się zawieruszyła, więc podam namiary, jak się odnajdzie.

Ogólnie jestem zadowolona, cieplusi, milusi. Tylko półgolf trochę mi nie leży i ciągle myślę, jak go trochę poprawić.

środa, 9 grudnia 2009

Jestem

Witajcie po przerwie. Nie było mnie kilka tygodni, ale nie z powodu robótkowego lenistwa. W październiku padł mi monitor i nowy dostałam dopiero od Mikołaja;D. Przez cały listopad moje pociechy bardzo chorowały, więc nie myślałam o nowym monitorze. No cóż, zdrowie jest najważniejsze, inne rzeczy mogą poczekać. Chociaż, jak z tym zdrowiem będzie, nie wiadomo. Postaram się powoli pokazać to, co wydziergałam między zastrzykami, bańkami, czuwaniem przy gorączce. Będą to głównie czapki. Trzy miały się załapać na zabawę u Pyziulki, bo powstały jeszcze w październiku. W listopadzie zrobiłam kolejne dwie i byłam zajęta próbką pewnego pomysłu, który na razie musiałam zarzucić, bo weszłam w etap robótek prezentowych. Muszę tylko zrobić zdjęcia.

Niezwykle miłą niespodziankę zastałam na moim blogu po tej nieobecności. Otóż otrzymałam od BeaS super wyróżnienie: "warto mieć oko na tego bloga". Jest mi niezmernie miło, że mój blog jest wart podglądania, choć nie mam na produkcję nowych robótek tyle czasu, ile bym chciała.
Tak wygląda to super wyróżnienie:



"To wyróżnienie ma ściśle określone zasady przyznawania.

Oto one:

1. opublikuj znaczek na swoim blogu z komentarzem zachęcającym i linkiem do osoby od której go otrzymałaś
2. przekaż go do 10 osób (wiem,wiem nie jest to łatwe) z prośba o opublikowaniu zasad.
3. osoby, które odbiorą znaczek proszone są o zostawienie komentarza".

Wyróżnenie przekażę dalej już wkótce. I dziękuję, że odwiedzaliście mnie i pamiętaliście, choć mnie nie było.

czwartek, 22 października 2009

Kolczyki czarno-czerwone

Kolejna wersja moich kolczyków i jak na razie chyba ostatnia. Szydełko 1,3. Mają lewą stronę, bo lubią się kręcić w kółko. Czarne nici bawełniane i czerwony akryl, koraliki: czarne kulki i czerwone typu lampwork.

niedziela, 18 października 2009

Zapachniało jaśminem...

Ten piękny bukiet otrzymałam od Jasmin za udział w różowej akcji. Bardzo za niego dziękuję. Wczoraj nie napisałam o tym, ale udało mi się w czerwcu zapisać Mamusię na mammografię. Wyniki wyszły dobre i oby tak zostało.
Dobrze, że są takie akcje, bo wielu ludzi ciągle myśli, że jeśli nie pójdą do lekarza, na badania, to choroby nie będzie.
Znam takie osoby.

A propos choroby, musiałam dzisiaj z Malutkim jechać do ambulatorium i tak się zastanawiam, czy wszędzie izby przyjęć działają w żółwim tempie? Zeszło nam półtorej godziny, choć przed nami były tylko dwie osoby. Wprawdzie w międzyczasie prześwietlenie, na szczęście z dobrym wynikiem, ale to i tak wydaje mi się długo. Muszę jednak przyznać, że mój dwulatek nawet spokojnie zniósł to czekanie, choć samo badanie nie było dla niego przyjemne.

sobota, 17 października 2009

Różowe motyle

W związku z wyjątkowym dniem i apelem o różowy drobiazg na znak solidarności, zrobiłam dwa różowe motyle. Kiedy już skończyłam te motylki, uprasowałam, naszła mnie taka...nostalgia. Tak sobie pomyślałam, że nasze zdrowie jest tak delikatne, jak te prawdziwe motyle. W mojej rodzinie na szczęście jak dotąd nie było podejrzenia nawet nowotworu piersi. Jednak ktoś z moich najbliższych choruje od kilku lat na rzadką, poważną chorobę i wiem, co to znaczy czekać na to, co powiedzą lekarze, wiem, co znaczy oswajać się z chorobą, kórej się nie zna, co znaczy czekać na dzień, kiedy się ją pokona.
Kobietki, powiem tylko, nie dajmy się.
Kończę to krótkie wprowadzenie, bo się rozkleję i w końcu nie napiszę tego posta.
Niestety zdjęcia wyszły byle jakie. Nie mam w domu dobrego miejsca na zdjęcia, bo albo za jasno, albo za ciemno, a o dobrej ostrości to w ogóle można zapomnieć.

Jeśli chodzi o motylki, to jeden z nich zostanie wykorzystany jako dekoracja golfu mojej Córci. Niewiele różni się podkrój przodu od tyłu i za dużo czasu zajmuje Sandruni jego odnalezienie, więc wymyśliłyśmy, że dodamy z przodu jakiś drobiazg. Najpierw myślałam o kwiatku,ale później stwierdziłam, że wszystko dekoruję kwiatkami, może więc tym razem wykorzystam coś innego i padło na motylka. Tym bardziej, że do tej pory jakoś nie miałam okazji żadnego motyla zrobić. Wybór padł na prostego motylka, bo chciałam, żeby dekoracja była delikatna. Najpierw jednak powstał duży akrylowy motyl, wydziergany szydełkiem nr 3,25. Wyszedł większy niż myślałam. Zrobiłam jeszcze dwie próbki, widoczne na jednym zdjęciu dwa ciemnoróżowe samotne skrzydełka. Myślałam, myślałam i wzięłam dwie nitki do szycia różowe w dwóch różnych odcieniach i szydełko nr 0,6. Powstał z tego motylek o rozpiętości dużych skrzydeł - 7 cm. Niestety na zdjęciach nie widać jego całego uroku, bo wyszły fatalnie :(. A zależało mi, żeby właśnie dzisiaj je pokazać. No i chyba ten mały motylek zagości na golfie. Czeka mnie jeszcze przyszywanie. Oczywiście pomysł na robienie z nici do szycia ściągnęłam bezczelnie od Makarbelli (mam nadzieję, że nie będzie miała mi za złe), robiłam jednak z dwóch nitek, bo z jednej okazało się ponad moje możliwości, nie wspominając, że nawet moje cienkie 0,6 wydawało mi się dla nici za grube.
Do pokazania mam też gotowy półgolf, ale kiedy jego prezentacja nastąpi nie wiem, bo to zależy od tego, kiedy zrobię zdjęcia. Może jutro się uda. Ale nic nie obiecuję.
Motylki robiłam według poniższego schematu, znalezionego oczywiście w sieci:




piątek, 9 października 2009

Wyróżnienie

Takie cudne wyróżnienie dostałam od Splocika. To wyróżnienie jest dla mnie nie tylko wielką nagrodą, ale i niespodzianką, ponieważ nie przypuszczałam, że wśród tylu blogów z tyloma wspaniałymi rękodziełami zostanę zauważona. Tym bardziej, że nie udzielam się specjalnie na innych blogach, nie biorę udziału w różnych zabawach i rzadko zostawiam komentarze, mimo że wiele prac innych blogowiczek bardzo mnie zachwyca. Tym bardziej jest mi miło, ze zostałam doceniona przez Slpocika, który dla mnie jest skarbnicą wiedzy, umiejętności i spostrzegawczości. Ci, którzy odwiedzają Splocika, doskonale wiedzą o czym piszę. Dlatego Splociku, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję.
Teraz ja powinnam wybrać osoby do wyróżnienia, ale ...nie potrafię. Przez ostatnie dwa dni zastanawiałam się nad tym i nie jestem w stanie wybrać tylko kilku osób. Każdy z blogów na mojej liście jest na swój sposób wyjątkowy dla mnie. Ponieważ jest to moje pierwsze wyróżnienie, to, jeśli pozwolicie, WYRÓŻNIAM WSZYSTKIE BLOGI, które są na mojej liście.

wtorek, 6 października 2009

Różowe zaproszenie

Dołączyłam się do akcji Różowe zaproszenie. więcej informacji możecie znaleźć u Jasmin i u Charlotte.
Różowy tydzień-baner

poniedziałek, 28 września 2009

Korale żółto-czarne szydełkowe


Te oto korale skończyłam w sobotę późnym wieczorem. Zrobiłam je szydełkiem nr 1,3, czarna nić to bawełna, żółta - kordonek. Korale są nanizane na łańcuszki szydełkowe. W środku są plastikowe kulki. Zaopatrzyłam się w nie w czasie wakacji, akurat trafiłam na wyprzedaż koralików dla dzieci. Z tym, że koraliki mają tylko trzy kolory: kilka białych, trochę
niebieskich i reszta różowa. Żeby nie przebijały się te kolory, pomalowałam koraliki lakierem do paznokci w odpowiednim kolorze. Najpierw robiłam pętelkę, w której zrobiłam 10 półsłupków. Nitkę ściągnęłam, żeby pętelka zmieniła się w zamknięte kółeczko. w kolejnym okręgu w każdym półsłupku robiłam dwa półsłupki, w trzecim - po dwa półsłupki w co drugim oczku. Dalej około 9 okrążeń. Zmniejszanie zaczęłam od przerabiania dwóch oczek razem, wcześniej wkładałam koralik, żeby zmniejszanie dostosować do koralika. Robienie z koralikiem w środku jest trochę niewygodne, ale później raczej nie da się go włożyć. Osobiście radzę robić w okrążeniach spiralnych. Rozpoczynanie każdego okrążenia od nowego oczka powoduje wypukłość, która jest potem widoczna. Ja zrobiłam tak jeden koralik w kolorze żółtym i nawet na zdjęciu widać. Jest to żółty koralik z lewej strony zdjęcia na samej górze. Dużo czasu zajęło mi umieszczanie koralików na łańcuszkach. Najpierw zrobiłam żółty, równocześnie odmierzając długość, jaką powinien mieć czarny, nie wzięłam jednak pod uwagę, że czarny musi być dłuższy i w rezultacie musiałam obciąć żółty łańcuszek, żeby wyrównać długość. Nanizałam żółte korale, zaznaczyłam nitką odległość między żółtymi koralikami. Następnie zaczęłam robić czarny łańcuszek, łączyłam w wybranych przez siebie miejscach z żółtym i w trakcie nawlekałam czarne korale. Trochę się przy tam napracowałam. Ale chyba nie wyszło tak źle. Jedynym problemem jest cytrynowy odcień żółtego. Otóż okazało się, że moje bluzki to żółty wpadający w pomarańcz. Zastanawiam się więc, czy je zostawić do jednej bluzki, czy spruć czarny łańcuszek i zrobić nowe korale. Do czarnych dobrałabym odpowiedni odcień żółtego, a żółte połączyłabym ze srebrnymi, byłyby akurat do kolczyków Mamy. Wiem, że zaglądają do mnie czasem osoby, które poszukują wzoru albo schematu, czasem może podpowiedzi. Ja do wielu rzeczy dochodzę sama, przyglądając się i analizując czyjeś prace, ale jeśli choć jednej osobie mój sposób obrabiania koralików pomoże, to będzie mi miło. Tak to już jest, że kiedy się człowiek uczy albo robi coś po raz pierwszy, to nawet prosta rzecz wydaje się niezwykle skomplikowana i trudna.

Lucynko, dziękuję za pochwałę. A Twoje bolerko podziwiałam oczywiście. Też myślę o spódnicy do tego bolerka, bo spodobał mi się taki komplet, choć nie wiem, czy tym samym wzorem robiłaś spódnicę, jak i bolerko, bo na zdjęciu nie było tak dokładnie widać wzoru. Ja myślę o tym samym. Pod warunkiem, że mi włóczki starczy. No ale to już raczej na wiosnę, a gorset pokażę w całej okazałości za jakiś czas.

piątek, 25 września 2009

Bolerko

Bolerko z "Sabriny" zeszyt 1 z 2007 roku, model 26. Robiłam szydełkiem 3,5.Włóczka z odzysku, skład: 80 % bawełna, 20 % polyamid. Waga 360 g.

Zdjęcia robiła mi Córcia, w dodatku trochę wiało, więc ich jakość nie jest może najlepsza, ale chyba co najważniejsze jest widoczne. Udało mi się znaleźć oryginał, a poza tym takie samo bolerko zrobiłam wiosną 2007 r. dla Córuni.
Muszę przyznać, że jestem zadowolona. Dobrze się nosi.

Tak na marginesie, pod bolerkiem mam gorset, który uszyłam w 1994, a więc wieki temu. Ale nie mogę się z nim rozstać, bo bardzo go lubię. Taką mam naturę chomikową ;). Nie potrafię rozstać się z rzeczami, które sama uszyłam lub zrobiłam. Jeśli już się nie nadają do noszenia albo z innych względów w nich nie chodzę, to gdzieś tam sobie leżakują i czekają na lepsze czasy. Zawsze mogą się jeszcze do czegoś przydać. Ten gorsecik też miał czas leżakowania, bo, jak widać jest bardzo dopasowany, jak to gorset, więc w okresie ciążowym i pociążowym z oczywistych względów nie nosiłam go. Dzisiaj założyłam go pierwszy raz od trzech lat, bo akurat najbardziej mi przypasował do tego bolerka. Nie pamiętam nawet z jakiej gazety pochodziła forma i model. Jak widać, nie jestem typem modystki, która co roku wymienia stare (niemodne) rzeczy na nowe. Ale lubię swoje rzeczy, dla mnie mają swoją historię, z czymś mi się kojarzą, cos przypominają...Przydałaby mi się tylko jakaś ogromniasta garderoba, żeby wszystko pomieścić :P.

piątek, 18 września 2009

I znowu kolczyki....


Zielone ananasy

Szydełko nr 0,6, akryl, żółte szklane koraliki, długość 4,5 bez bigli, z biglami - 6.
Nitka niewiele grubsza od nici do szycia. Podziwiam Makarbellę, że szydełkuje na takiej cieniźnie. Myślałam, czy nie zaopatrzyć się w lupkę taką, z jakiej korzysta zegarmistrz, żeby łatwiej było dostrzec te miniaturowe oczka. Są tak lekkie, że gdyby nie bigle, wcale by się o nich nie pamiętało.



Żółte kwiaty

Szydełko nr 1, kordonek, srebrne koraliki. Długość bez bigli - 4,3 cm, z biglami - 5,5 cm.

Obie pary zrobione dla Mamusi. wczoraj ofiarowane, Mama zadowolona. Zobaczymy, jak się będą nosić.

sobota, 12 września 2009

Niebiesko mi...


Kolczyki zrobione w środę szydełkiem nr 1,5 z resztki akrylu i szklanych koralików. Długość 7 cm, z biglami 8,5.


Lucynko
, kolczyki ananaski zrobione z myślą o białym sweterku, wzór wykorzystany z wzoru swetra. Co do poncza, to rzeczywiście taka ilość może trochę przynudzić, choć przyznam, że bardziej niż frędzle nudziło mnie chowanie nitek. Ale efekt mi to wynagrodził :))
.

Makarbello, wezmę pod uwagę Twoje sugestie. Wersja czerwono-czarna wcześniejszych kolczyków ma już "podkład", ale jakoś nie mogę zrobić wypełnienia.


I najważniejsze wydarzenie ostatniego tygodnia. Mój maluszek skończył w czwartek dwa latka. Świętować będziemy dopiero jutro, bo w czwartek nie wszyscy oczekiwani goście mogli przyjść. Nie mogę uwierzyć, że tak szybko zleciało. Taka mi się nostalgia włączyła. Przy każdych urodzinach przypominam sobie, jak to było z Sandrunią, z Igorkiem, i myślę, że ani się obejrzę, a dzieci dorosną i pójdą w świat...





czwartek, 10 września 2009

Białe ananasy


Zrobione we wtorek z białych bawełnianych nici szydełkiem nr 1, z koralikami białymi w dwóch rozmiarach. Długość 7 cm, z biglami - 8.
Dzisiaj już przetestowane i muszę przyznać, że ładnie się prezentują.

piątek, 28 sierpnia 2009

Oliwkowe poncho dla Mamusi





Poncho powstawało w lipcu i sierpniu. Ukończone praktycznie przed 15 sierpnia, ale nie miałam czasu na zawieszenie frędzli i pochowanie nitek. Zrobiłam to w ostatnim tygodniu. Poncho składa się z 96 elementów, łączonych w trakcie robienia. Zużyłam 40 dag oliwkowej Malwy (100 % akryl, tex 135x2, dł. 370 m), szydełko nr 4. Frędzle składają się z 5 nitek, dł. 30 cm, złożonych podwójnie, co w efekcie daje 10 nitek w pęczku. Takich frędzelkowych pęczków zawiązałam 168. Jest to poncho z "Sandry" nr 6/2005, model 11. Trochę zmodyfikowane. Córcia zamówiła sobie takie fioletowe, a dla siebie też myślę, tylko jeszcze nie wiem, w jakim kolorze.
Mam tylko nadzieję, że Mamusi będzie dobrze służyć. Na razie czeka na testowanie, a na to, jak na razie, jest trochę za ciepło.

sobota, 18 lipca 2009

Wariacje na temat...


Tak sobie machnęłam jeszcze jedne kolczyki na tej samej bazie. Nici bawełniane, koraliki szklane i plastikowe. Szydełko nr 1,5. Długość 7 cm, z biglami 8. Myślę też nad wisiorem. Mam ogólną koncepcję, szczegóły wyjdą w trakcie.
Na pewno powstanie jeszcze wersja czarno-czerwona i biało-czarno. Zauroczył mnie ten motyw i dopóki nie zrobię wszystkich kombinacji, które mi chodzą po głowie, na pewno się od tego motywu nie uwolnię.
Moja Córcia zachwycona szydełkową biżuterią, a możliwe, że i Mamusia skusi się na obszydełkowane korale, bo te moje pierwsze bardzo jej się spodobały.


Lucynko i Makarbello, bardzo Wam dziękuję za miłe słowa. Są zachętą do dalszych prób. Mam nadzieję, że moje kolejne pomysły też przypadną Wam do gustu.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Moja pierwsza biżuteria

Moja pierwsza szydełkowa biżuteria. Muszę nieskromnie przyznać, że jestem zadowolona z efektu. Nawet mężowi się spodobała. Wykorzystałam motyw, z którego zrobiona jest bluzka z wcześniejszego postu. Wykorzystałam nici bawełniane białe i czarne oraz koraliki plastikowe czarne i białe przezroczyste, błyszczące. Szydełko nr 1,5. Pomysł mój. Powstawały przez dwa tygodnie po troszku, trochę jako odskocznia od oliwkowego "cosia" z elementów, który jest teraz priorytetowy.
Średnica koła 5 cm, z wiszącymi koralikami - 6 cm, a całość 8 cm. Wisior w całości ma około 45-46 cm.
Już myślę o kolejnych, tylko w innej wersji kolorystycznej.

piątek, 3 lipca 2009

Czarny "coś"



























Czarny "coś" był już skończony w zeszły czwartek, ale nie miałam go kiedy sfotografować. Jest to bluzka według modelu z"Małej Diany. Na szydełku" nr 4/2006, model 5.


Akryl

szydełko nr 3,5
70 motywów okrągłych
8 motywów listków

wtorek, 9 czerwca 2009

Witajcie po długiej przerwie:))

Dawno mnie nie było, ale byłam bardzo zapracowana i nie miałam czasu ani na bloga, ani na szaleństwo robótkowe i "szyciowe". Nie znaczy to jednak, że absolutnie nic mi się nie udało w tym czasie stworzyć. Od 3 kwietnia do Wielkanocy powstał tył białego "cosia", po świętach zaczęłam dziergać bluzkę, którą dzisiaj pokażę, a od połowy maja do dzisiaj powstały jeszcze: 22 elementy czarnego "cosia" i 5 elementów kolejnej bluzeczki. Jeszcze mi się zachciewa zacząć kolejną rzecz z elementów. Ale to akurat się najwygodniej robi, pilnując szkraba, który wchodzi wszędzie, gdzie mu nie wolno. I choć 14 czerwca przed nami, ja w maju byłam często widziana z szydełkiem przed przedszkolem mojej Córci, kiedy to Synuś bawił się w piaskownicy dłużej niż 10 minut. Chciałam wstawić paski postępu, żeby pokazać, co "rośnie", ale nie znalazłam, jak mam to zrobić, więc na razie chyba nic z tego.

Bluzka miała być dla mnie, ale po zszyciu wszystkich elementów okazało się, że rękawy i w biuście jest przyciasna. Dół był w porządku, ale i tak wyglądałam jak w bluzce młodszej siostry. Postanowiłam więc, że nie będę kombinować z rozciąganiem za pomocą blokowania, tylko zostawię, tak, jak jest. Buzka dostała się Córci. Musiałam tylko wciągnąć gumkę na górze. Teraz robię drugą dla siebie. Ale ponieważ chcę najpierw zrobić czarnego "cosia", więc czerwonych rozetek mam dopiedro 5. Te z Was, które robiły coś z elementów wiedzą, że bywa to nużące, dlatego ja robię sobie dwie elementowe rzeczy. Każdy z elementów tej bluzki trzeba jeszcze przyszyć, najpierw w paski 8-elementowe, później te paski się zszywa. Monotonne i czasochłonne, a na koniec chowanie nitek.
Bluzka o której mowa powstała z czerwonego poliakrylu z odzysku.
Szydełko nr 3,25.
Elementów 52 (rozetki o średnicy 9,5 cm wyszły).

Dzieci mi wagę popsuły, więc nie podam ile poszło.
Bluzka z "Małej Diany", 4/2006, model 4.

A oto i ona:







piątek, 3 kwietnia 2009

Prezent.

Już trzeci raz zaczynam tego posta. Coś nie mam do niego szczęścia. Za pierwszym razem, w zeszłą środę, nie wiem co takiego zrobiłam, ale post cały, po edycji, poleciał w eter. Drugim razem chciałam tylko poprawić błędy i jak wcisnęłam przecinek, to skasowałam połowę. Nie będę cytować, co sobie mruknęłam pod nosem. Tym razem mam nadzieję, że się uda. Musiałam odczekać, zwłaszcza po drugim razie. Dzisiaj wzięłam się na sposób i piszę sobie w Wordzie. Potem skopiuję i z głowy. Nawet jak mi coś ucieknie, to tu będę mieć.

Dawno to już było, ale przez te perturbacje dopiero teraz o tym piszę. Zrobiłam sobie prezent z okazji Dnia Kobiet. Wprawdzie średnio obchodzę, ale na prezenty każda okazja dobra. Zamówiłam sobie w Internecie trzy książki, oczywiście o tematyce robótkowej. Ostatnimi czasy przebija ona nawet klasykę. I owszem, dostałam, a jakże. Ale tak naprawdę zadowolona jestem z jednej i to, o dziwo, najtańszej - "126 motywów szydełkowych". Zamówiłam ją właśnie dlatego, że nie była taka droga, ale najmniej po niej oczekiwałam, a okazało się, że to, co w niej znalazłam, najbardziej mnie zainteresowało. Są w niej różne, proste motywy, które można wykorzystać w różny sposób, w zależności od potrzeb. Kilka szczególnie mi przypadło do gustu.

Druga książka - "Szydełkowe inspiracje" - podoba mi się tylko w połowie. Drugiej. Pierwsza polowa to kombinacje wzorów z półsłupków i słupków. Dla mnie nieciekawe. Raczej z tej części korzystać nie będę. Być może dlatego, że mam fajną książkę z wzorami i motywami szydełkowymi, z której jestem bardzo zadowolona.

Najbardziej rozczarowana byłam trzecią książką, najdroższą, po której też najwięcej się spodziewałam - "Księga wzorów szydełkowych". A okazało się, że i owszem, bardzo ładnie wydana, twarda okładka, opisy, zdjęcia, schematy, 500 wzorów autorskich (tzn. Pani, która napisała tę książkę). Ale to wszystko nudne i nieciekawe. Z tych 500 wzorów wybrałam dwadzieścia, które ewentualnie by mnie zainteresowały. Zdecydowanie nie polecam kupna tej książki, chyba że ktoś ją znajdzie w normalnej księgarni, weźmie do ręki i po przejrzeniu uzna, że tego szukał. Książkę już odesłałam z dyspozycją wymiany, ale na razie cisza. Mam nadzieję, że teraz będę zadowolona. Tylko trochę mi się dłuży to czekanie.

Robótkowo tak sobie. Bo choć chęci są, to czasu niet. Coś tam się urodziło, ale to raczej mało. W 90 % skończyłam różowy szaliczek Sandruni. Zostało mi tylko wyszyć różyczki między muszelkami. Ale to już chyba na przyszłą zimę.



Powstała też czapka z warkoczami dla Córci w ostatni week-end. Dokładnie trochę w sobotę, trochę w niedzielę. Robiona drutami nr 4, włóczka nie wiem co, bo Pani mi z motka na wagę dała tyle, ile potrzeba na czapkę mniej więcej. Zapytam, jak pójdę dokupić na szaliczek. Zużyłam 60 g. Zrobiłam według wzoru z książki "400 splotów na drutach" (tak na marginesie, moim zdaniem jest fajna). Nabrałan 98 oczek, tj. 11 motywów.


W planach mam jeszcze komplet czapkowo-szalikowy z moheru do wiosennego płaszcza dla Córuni i czapę dla Synusia. A tu mam jeszcze zdjęcia ozdobnej plisy do futerka Córci. Dawno już zrobione i dawno przyszyte. Są jeszcze dwie pliski do kieszeni, ale nie mam kiedy przyszyć. Odkładam ciągle na później, bo nie jest to takie pilne.


Dla siebie zaczęłam dwie rzeczy, o których na razie więcej nie napiszę. Z moimi możliwościami czasowymi, to może na jesień się wyrobię. Na dodatek wypożyczyłam sobie 4 książki Chmielewskiej na poprawę humoru. No i praca, do maja mam co robić, a właściwie to do czerwca prawie. Ostatnio miałam taki przesyt komputera i Worda, że przez kilka dni w ogóle komputera nie włączałam. Na dodatek dopadło mnie przemęczenie i zdarzyło się kilka razy, że przysnęłam z Malutkim o 20. Mąż o 2 w nocy wyłączał chrapiącą rybkę Mini-Mini. Jeszcze ta zmiana czasu. Ciężko mi wstawać o godzinę wcześniej, bo to przecież 5,30 zimowego czasu. Dzieci też się na razie nie mogą przestawić. Ale w końcu nadeszła wiosna. Na reszcie. Mamy już pierwsze spacery i parkowe szaleństwo za sobą. Oczywiście na spacerze mamusia też nie odpocznie, bo musi biegać za Synusiem, który z uciechy i radości biegania nie patrzy, gdzie biegnie. Ale co tam. Oby tylko wiosenne rozpasanie w pierwszych promieniach wiosennego słońca i wiosennym ciepełku nie skończyło się chorobą.


poniedziałek, 2 marca 2009

Pomarańczowy golf Sandruni

Pomarańczowy golf był już gotowy w poprzednią niedzielę, obfotografowany w poniedziałek, ale dopiero dzisiaj na blogu. A wszystko przez okropne choróbsko, zwane powszechnie grypą żołądkową,  które dopadło dzieci i mnie. Mąż też najlepiej się nie czuł, ale jako jedyny z rodziny był jeszcze w stanie chodzić.  Miałam więc kilkudniowy odwyk od komputera. Na szczęście już wszystko dobrze, tylko dietka jeszcze kilka dni.

Zdjęcia, na których jest wersja golfu jako kamizelki i wersji ostatecznej niestety wyszły byle jakie. Nie mam na razie możliwości zrobienia lepszych. Te muszą wystarczyć.

Na zdjęciu jest ta sama spódniczka. Poniżej szew rękawa. Wszystkie szwy robiłam po prawej stronie. Problem z włóczką rozwiązałam w następujący sposób: od główki do rzędu 70 robiłam Dalią, w rzędzie 71 z obu stron przerobiłam po jednym oczku Puchatką. Użyłam dwóch kłębków, żeby w rękawie nie było typowych żakardowych nitek, bo to utrudnia Córci ubieranie się.  W co drugim, tzn. w każdym niepatrzystym rzędzie, przerabiałam jedno oczko więdej, aż na wysokości około 100 rzędów Dalia zeszła się w szpic i dół rękawa przerobiłam już tylko Puchatką. Dzięki temu Puchatka z rękawa styka się z Puchatką ściągacza. Zwykłe blokowanie ściągacza i rękawów nie dało widocznych efektów, więc musiałam się wspomóc żelazkiem. 

Na zdjęciu niżej pokazałam, jak wszyte są rękawy. Miałam z tym nieco roboty. Kilka razy szyłam, żeby efekt był zadowalający. 

Szew boku, który widać niżej, nie jest taki krzywy jak na zdjęciu. Jest ładny i prosty, ale ciężko mi było tak ułożyć sweter, żeby był prosto szew. Guzki nie pozwalały.

Wzór okazał się włóczkochłonny. Nie przewidziałam, że taka ilość warkoczy będzie potrzebowała więcej włóczki, stąd moje wszystkie kłopoty. Ale też po raz pierwszy robiłam coś, z taką ilością warkoczy. Podsumowując: druty 4, zużyłam łącznie 40 dag włóczki, w tym: Dalia 12 dag, Puchatka 17 dkg, resztka 11 dag. Zostało 8 dag Dalii i 3 dag Puchatki , i chyba coś tej resztki, ale na pewno się nie zmarnuje. Na razie myślę o czapce, a właściwie czymś zbliżonym do beretu. Tylko że to już chyba na przyszłą zimę. Tę zdaje się do końca przesiedzimy w domu. Na ściągaczu na bocznych szwach naszyte są warkocze zrobione z Dalii. Córcia zachwycona i to jest najważnejsze. Ja zresztą też jestem zadowolona z efektu :).

Różowy szalik na etapie wciągania nitek. Trochę to potrwa, bo jak powszechnie wiadomo, jest to czynność nudna i żmudna. Wcześniejsza wersja wykończenia uległa pewnym zmianom. Miało co nieco dyndać na szydełkowych łańcuszkach, ale okazało się, że na szydełko nitki są za krótkie, a plecenie ich w warkoczyki na piechotę  byłoby chyba szczytem masochizmu. Dyndających drobiazgów więc raczej nie będzie.

Powstała też jedna piąta część przodu mojego półgolfu.

Zrobiłam też plisy ozdobne do futerka Córuni. Muszę tylko zrobić zdjęcia.

Zbyt szybko nie zabłysnę jednak nową robótką, bo znowu mam coś innego do zrobienia. Poza tym uskładała mi się pokaźna sterta rzeczy pod maszynę i to wszystkie z rodzaju: tu coś przeszyć, tam coś przeszyć, a to suwak wymienić, a to zwęzić-poszerzyć spódniczkę, nic do pokazania, trochę do zreperowania, trochę do poprawiania. A tu tylko 3 -4 godziny wieczorem, żeby zjeść kolację, usiąść przy kompie i na resztę przyjemności. W ciągy dnia nie mam najczęściej kiedy zajmować się takimi rzeczami, bo mój Synuś dokazuje ile wlezie. Małego Żywioła nawet do łazienki ze sobą zabieram, bo obawiam się, że wymyśli coś niebezpiecznego. Zresztą wystarczy, że się wiesza na meblach. A jeszcze nie skończył półtora roku. Niezły ananasek z tego mojego Synusia jest po prostu.  Z jednej strony trochę mi żal, że robótki muszą zaczekać, bo mam całą listę, co chciałabym wydziergać, ale mam też możliwość drobić i tym nie pogardzę. Tak się jakoś złożyło. że kiedy zaczęłam pisać bloga, to trafiają mi się okazje, z których nie mogę nie skorzystać. Właściwie to się cieszę, bo pieniążków nigdy za dużo, zwłaszcza jak się ma dzieci i mieszka tu gdzie ja. Tym bardziej, że to tylko sezonowo. Wygląda więc na to, że mój blog będzie się rozkręcał bardzo powoli. Mam nadzieję, że nie zniechęci to moich gości do odwiedzin.Dlatego nie wiem, kiedy się odezwę i kiedy pokażę coś nowego, ale proszę, nie zapominajcie, że jestem.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Zdjęcia do wczorajszego posta.

Zrobiłam dzisiaj parę fotek, żeby mieć z głowy. Kolory niestety nie wyszły w większości, jak oryginalne. W pierwszej kolejności powstały drobiazgi dla lali, 1 i 2 lutego w porywach. Takich drobiazgów wcześniej wyszydełkowanych mam jeszcze parę. Kącik dla lalek raczej też będzie, bo Córci już obiecałam. Pytanie tylko, kiedy na to wszystko znajdę czas?...Te kolory nawet zbliżone do oryginału. Taki melanżyk.

Trzecieogo lutego zrobiłam sobie trzy kwiatuszki, które mają ozdobić czapkę i szalik. Na zdjęciu dwa, bo trzeci gdzieś się ukrył w robótkach. Kwiatki robione szydełkiem 2,5 tak jak i czapka dla lalki. Pozostałe drobiazgi dla lalki druty 2,5, torebka szydełko 2. Resztki włóczek.

10 lutego zakupiłam włóczkę celebi koza (c z ogonkiem), turecką, na pasek. Jaką ma długość nie rozszyfrowałam, zalecane druty 5 i 5,5. Skład 100% Micro Pes. Ja robiłam dwoma krótkimi (pończoszniczymi), nr 2,5, bo tak mi było wygodnie. Wzór można robić tylko jeden. Najgorzej jest zacząć. Początkowy rząd robiłam chyba z 10 razy. Dalej poszło gładko. Jeszcze będzie plisa do kaptura i mniejsze pliski do kieszeni. A pasek muszę trochę skrócić, bo przydługi wyszedł. Moim zdaniem kolor to ciemny brąz wpadający w fiolet. Zależy jakie światło. Najbardziej zbliżony do oryginału jest na zdjęciach z Sandruńką. Pewnie dlatego, że robione na dworze.

W międzyczasie różowy szalik osiągnął jakieś 120 cm długości i tak ze 20 jeszcze mu brakuje, a te urocze nitki, które się kłębią po bokach zamierzam przerobić w szydełkowe łańcuszki, na końcach których coś tam sobie zadynda. Jeszcze nie wiem, pompony czy kwiaty, wyjdzie w trakcie. Kolory oczywiście nie takie rażące tylko takie jak na wcześniejszych zdjęciach.

Na koniec rękawy obok siebie: na górze z Puchatki, na dole z Dalii. Pierwszy do sprucia w całości, drugiego 50 rzędów (ma 125). Efekt końcowy mam nadzieję pokazać wkrótce. Niestety lepszego zdjęcia porównawczego nie udało mi się zrobić.







niedziela, 15 lutego 2009

Zima, zima, zima...

Zdjęć dzisiaj nie będzie, notki dużej też nie. Tak byłam zapracowana, że nie miałam chwilki, by napisać, że moja Córcia ostatniego stycznia skończyła 6 lat. Nawet  nie wiem, kiedy ten czas minął. Zwłaszcza ostatnie półtora roku przeleciało tak szybko...I znowu przypominam sobie, jak mały kilkunastomiesięczny człowiek dużo rozumie, choć niewiele umie powiedzieć. I zaskakują mnie na zmianę moje małe szkraby: jedno samodzielnością, drugie tym, jak dużo już rozumie, choć na to nie wyglądają.

Robótkowo coś tam się zrobiło, ale raczej małe formy. Jakieś drobiazgi dla lali, pasek dla Córuni do futerka i różowy szalik ma prawie ukończony etap pierwszy, czyli długość. W następnym etapie będą łańcuszki z wystających nitek chyba, i na pewno muszelki wokoło, jak przy Karolinkowym. Co do pomarańczowego golfu zrobiłam jeden rękaw i główkę drugiego i doszłam do wniosku, że chyba jednak dwa motki to za mało. Postanowiłam więc dokupić jeszcze trzeci tak w razie czego, lepiej żeby zostało, niż zabrakło. I, nie uwierzycie, tego koloru z Dalii też nie będzie.Tak mnie moja miła Pani poinformowała. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wymyśliła. Będę musiała tylko spruć połowę rękawa. Za to ściągacz i golf z Puchatki zostaną. Jak dobrze pójdzie, to się uporam w tym tygodniu. Pod warunkiem, że wieczorów nie będę spędzać przed komptuerem. A to niestety u mnie ma znamiona nałogu. Tyle tylko, że sobie dużo na ferie zaplanowałam do zrobienia, bo potem czekają mnie trzy małe, ale czasochłonne, zleconka na kwiecień. I może jeszcze coś tam wpadnie do zrobienia, a wymyśliłam sobie płaszczyk na wiosnę...Podziwiam inne dziewczyny, że tak wszystko nadążają robić: dom, dzieci i jeszcze przynajmniej raz w tygodniu pokażą jakąś nową robótkę. Nie wspominam o Dagmarze, bo Ona jest fenomenem na skalę światową. U mnie raczej wiele rzeczy do kwietnia nie powstanie, ale może coś nadrobię, kiedy zakończy się czas zleceń.  Jak będę miała względne światło, to obfotografuje lalkowe drobiazgi. 

A tak poza tym u nas zima i ostatnie dwa dni spędziłam na sankach:)))) i w śniegu:))) i mam zamiar jeszcze:)))

A jednak będzie jedno zdjęcie. Zaproszenie na "włóczkowe cukiereczki" od Dzianej Mafii:

Takie słodkości są TUTAJ: http://dzianamafia.blox.pl/html  

środa, 28 stycznia 2009

Fatum czy "cóś"?

Kiedy pisałam ostatniego posta, byłam pewna, że na początku lutego pomarańczowy golf Sandruni będzie gotowy. Ale nic z tego. W środę udałam się do mojego ulubionego sklepu w celu zakupienia pomarańczowej Puchatki na rękaw. Nie było, więc zostawiłam kawałeczek nitki, bo w czwartek miała być dostawa. Ale kiedy w czwartek dotarłam do sklepu, okazało się, że tego koloru już NIE PRODUKUJĄ :(. Możecie sobie wyobrazić moją minę. Zakupiłam więc motek Dalii w niemal identycznym kolorze, z tym, że cieńszej, więc robótka będzie z podwójnej nitki. W pierwszej chwili myślałam , że coś pokombinuję. Żal mi się zrobiło mojej całej pracy. Zdecydowałam jednak, że będzie wielkie prucie Puchatki i dzierganie Dalii. W piątek więc wysłałam Męża po drugi motek, żeby się znowu z ręką w nocniku nie obudzić. Skład 100% akryl, długość 303 m. Oto porównanie, rękaw z Puchatki i motki Dalii (kolor bardzo bliski oryginałowi):

Najpierw zrobię rękawy, potem ściągacz i golf. Guzki zostaną z Puchatki.   A to , co spruję, pójdzie na czapkę i szalik. Najgorsze to to, że nie mogę sobie usiąć i dziergać , bo termin goni, a zlecenie w lesie. Jak na złość się wszyscy pochorowaliśmy. Na szczęście ja już trochę doszłam do siebie i próbuję zaległości nadrobić, bo pierwszy termin w czwartek. Ale Córcia gorączka, Mąż ledwo żyje i Mały też zaczyna gorączkować. Szybko więc nowych robótek nie będzie. Następne zlecenie do wykonania na 14 lutego.

Jednak coś tam sobie z doskoku robię. Wygląda to u mnie tak: stoję przy ławie i sobie dziergam, bo akurat mam chwilkę, tzn.  pilnuję, czy aby Synuś nie zacznie się wdrapywać na półki na przykład. Rzucam wtedy druty i zaraz rzucam się za małym alpinistą. A czasem się zdarzy,że moja dwójka przez jakiś czas się ładnie razem bawi (co nie znaczy, że nie muszę patrzeć, na to, co robią) i tak wydziergałam sobie od niedzieli 3/4  jednego rękawa.

A przed zakupem Dalii ten oto szaliczek był pod ręką.

Robię go do tej czapki:

Powstała między Świętami a Nowym Rokiem. Obie włóczki z odzysku. Jasna podwójna, ciemna potrójna. Druty nr 4, szydełko nr 3,5. Kwiatek i liść, robiony podwójną nitką, według schematu z tej książkiOsobiście polecam, ja jestem zadowolona.

Widziałam wzory też w internecie, ale nie pamiętam gdzie. Jak znajdę, podam linka  albo zeskanuję, jak tylko będę miała okazję. Próbowałam telefonem zrobić zdjęcie, ale wyszło do niczego. 

Czapka robiona ściegiem gładkim prawym i gładkim lewym. Na przełomie listopada i grudnia zeszłego roku z tych samych włóczek zrobiłam podobny komplet na urodziny dla mojej starszej siostrzenicy Karolinki. Czapka cała ściegiem prawym. Szaliki oba robione są ściegiem ściągaczowym podwójnym. Jaki ostatecznie będzie szalik mojej Córci jeszcze nie wiem, Karolinkowy jest obrębiony szydełkowymi muszelkami, a łączenia nitek ukryte są pod wyszytymi różyczkami. Zarówno czapki, jak i szaliki to mój własny pomysł. Tzn. ostateczna wersja szalika dla Córuni jeszcze jest nieznana. Wyjdzie w trakcie.

A to obiecany kiedyś mój roboczy wzór do pomarańczowego golfu. Jest na nim tylko połowa swetra, bo drugą robiłam lustrzaną.

Następny post pewnie dopiero w lutym, jak uda mi się uporać z robótką albo jak przygotuję drutowe początki ciąg dalszy. 

niedziela, 18 stycznia 2009

Słaba wola...

Tak się zarzekałam, że nic przez 3 tygodnie nie zrobię,  a tu proszę. Udało mi się zrobić rękaw powolutku, bo robiłam z doskoku w trakcie pilnowania mojego niestrudzonego Synka - wszędobylskiego. I zabrakło mi włóczki na drugi. I będzie musiał poczekać, bo Dzieci chore, a ja uziemiona. Zresztą i tak za bardzo nie mam czasu. Powinnam się wziąć za coś innego, bo czasu mało zostało do terminu. A tu Mąż upomina się o czapkę, szalik dla Córci leży odłogiem, nie wspominając o smętnie zwisającym z kosza tyle mojego golfu, który woła: Kiedy zaczniesz robić coś dla siebie!

I otóż podjęłam silne postanowienie, że zacznę. Jak tylko zrobię szalik, czapkę i ze dwa golfy dla Małej, bo właśnie się okazało, że wyrosła :( . Może mi się uda, zanim zima się skończy. A jeszcze kostium na choinkę. I albo będę robić z doskoku po dwa rzędy, jak ten rękaw, albo dopiero w lutym, bo teraz mi NIE WOLNO. Mam inną pracę. Ale jak już zaczęłam powoli po dłuższym zastoju wracać do dłubania, to mnie ciągnie. A kiedy sobie przypomnę te wszystkie wspaniałości zrobione przez Koleżanki Blogowiczki, to się zastanawiam, czemu nie mam 10 rąk, żeby z tym wszystkim się wyrobić.

Tak się przedstawia rękaw, w oczekiwaniu na kolegę i przed blokowaniem:

A tak się szykuje ściągacz do zszycia:




czwartek, 8 stycznia 2009

Moje "drutowe" początki.

Tak naprawdę na drutach zaczęłam robić na poważnie, gdy Córcia skończyła półtora roku. Jednak parę rzeczy udało mi się wcześniej wydziergać. Wspomniałam już o ubrankach dla lalek, kiedy miałam 10-11 lat. Jako 14 czy 15-latka zrobiłam sobie opaskę z warkoczem. Nawet zgrabnie wyszła. Później długo, długo nic nie było i nawet nie sądziłam, że tak mnie kiedyś wciągnie to zajęcie. A zaczęło się skromnie. W 2001 postanowiłam zrobić Siostrze sweter w prezencie. Włóczka była z innego swetra, który sobie leżał nie używany i zapomniany. Właściwie to taka nitka bardziej. Fason był prosty, wzór też oczywiście. Prawa strona oczka prawe, lewa strona oczka lewe. Robiłam drutami nr 2,5 przez co wydawało mi się, że robię i robię, i robię... Nie wiem dokładnie, ile czasu zajęło mi wydzierganie tego swetra, ze dwa miesiące pewnie albo i dłużej, bo robiłam bardzo powoli. Efekt nie był taki zły, oprócz tego, że był za szeroki i siostra nie za bardzo miała ochotę w związku z tym w nim chodzić. Zwęziłam więc go od środka, przesuwając jedynie boczne szwy i trochę sama w nim chodziłam. Dodatkowo wymyśliłam sobie, że plisę dekoltu ze sprutego swetra można wszyć do tego. Nie mam niestety żadnego zdjęcia na pamiątkę, na którym byłby uwieczniony tenże sweter, on sam zaś został spruty już kilka lat temu i z inną włóczką został częścią innego sweterka.

Kolejną próbę podjęłam w kwietniu 2002. Też wykorzystałam włóczkę z odzysku. Przód i tył robiłam z podwójnej nitki, a rękawy już nie pamiętam. Grubymi drutami, 5 albo 6. Robótka uprzyjemniała mi drogę do Siostry. Cztery godziny autobusem i pół godziny pociągiem w jedną stronę. Dzięki tej robótce jakoś przeżyłam podróż bez dodatkowych wrażeń typu: bliskie spotkania z torebką foliową. U Siostry byłam wtedy 3 czy 4 dni, nie pamiętam, ale dzięki długiej trasie, podwójnej nitce i grubym drutom mnie nowicjuszce udało się zrobić w tym czasie tył i przód. Rękawy mają wzór ażurowy. Opis znalazłam w książeczce z wzorami, której jestem posiadaczką od nie pamiętam kiedy. Nie wiem już dokładnie jak robiłam te rękawy, ale wyszły trochę...krzywe. Widać to na zdjęciu. Ale kiedy w nim chodziłam jakoś to nie rzucało się w oczy. Nawet dwie osoby się nim zachwyciły, ku mojemu zaskoczeniu. Mam na myśli osoby spoza rodziny.

Kolor na dole jest bardziej zbliżony do oryginału. Długość swetra do pasa. Zbliżenie wzoru ażurowego i opis wykonania podam niżej. Jest to bardzo prosty wzór, nawet dla niewprawionych i moim zdaniem ładnie się prezentuje. Ostatnio nie chodziłam w nim i nie wiem, czy nie zostanie przerobiony na golf dla Córci. Ale póki co leży sobie, bo mam jeszcze "wolne" włóczki do wykorzystania.

Zimą tegoż 2002 roku postanowiłam spróbować swoich sił ponownie, robiąc znowu sweter dla Siostry i mały dla nowo narodzonej Siostrzenicy Karolinki. Wykorzystałam wzór ten sam, co przy rękawach żółtego sweterka. Połączyłam ze sobą dwie nitki: niebieską ze sprutego swetra i szarą, która pozostała po jakichś Mamusinych robótkach. Druty chyba 4. To najgorszy sweter, jaki zrobiłam . Wszystkie części wyszły krzywo, w dodatku okazało się, że jest wąski, zwłaszcza na młodą mamusię, dopiero co po porodzie. Do kompletu zrobiłam miniaturkę tym samym wzorem, ale ponieważ nigdy nie robiłam niczego dla maluszka na drutach, więc miniaturka wyszła rzeczywiście mała i została sweterkiem dla lalek i misiów .

To jedyny taki "koślawy" sweter w moich robótkach. Ale kto powiedział, że początki mają być łatwe. Zdjęcia miniaturki w tej chwili nie posiadam, wstawię jak zdobędę. Sweter leży w szafie i czeka na swoją kolej prucia.

Opis wzoru:

o. brzegowe, 1. o. prawe, *dwa oczka razem, 1 narzut* , 1. o. prawe, o. brzegowe- od * do * powtarzać


Zapomniałam, że w 1998 roku zrobiłam jeszcze szalik i rękawiczki dla młodszego Brata. Druty cieńsze niż 2,5, ale nie wiem, jaki numer. Szalik robiony wzorem ściągaczowym pojedynczym w pociągu do Wrocławia między innymi. Rękawiczki zrobiłam tak na wyczucie, bez palców zupełnie. Osiem kwadracików, pozszywałam po dwa tak, by przypominały trochę rękawiczki, zrobiłam podwójne, żeby były cieplejsze. W szaliku chodzi moja Córcia, bo Brat dawno wyrósł, a rękawiczki leżą i też czekają.

No bo jak tu się pozbyć czegoś, z czym związane są wspomnienia? Patrzę na te rzeczy i widzę siebie w pociągu, w autobusie i w zaawansowanej ciąży, kiedy dziergam swój "koślawy" sweterek...

Pomarańczowy golfik się robi, ściągacz zrobiony i chyba zostanie taki, dodałam jeszcze 5 oczek. W sumie ściągacz ma 10 oczek więcej niż góra. Zaczęłam też rękaw. I to po raz pierwszy od góry. Główka nawet ładnie się formuje, ale czy tak zostanie, dowiem się, jak już będzie cała. Pierwszą wersję sprułam. Niestety trochę to potrwa, ponieważ czekają mnie 3 tygodnie bez robótek. Postanowiłam więc zrobić moim Gościom małą niespodziankę i umieściłam kilka zdjęć w albumie. Większość jest na modelkach-właścicielkach, bo akurat nie obfotografowałam swoich robótek oddzielnie. Jakość różna, bo zdjęcia były robione dziewczynkom, a nie robótkom. Pod zdjęciami napisałam, co zostało wykonane przeze mnie. Może kogoś moje robótki zainteresują na tyle, że zechce mnie jeszcze odwiedzić i dowiedzieć się, jak one powstały. A z czasem poznać również pozostałe.

I znowu się rozpisałam. Ciekawe czy komuś będzie sie chciało czytać taki elaborat. Nic jednak nie poradzę na to, że taka ze mnie gaduła...

niedziela, 4 stycznia 2009

Pomarańczowy golf i coś ;)

Żeby nie było, pokażę nad czym teraz pracuję. Jest to pomarańczowy golf dla mojej córci. Robię go z dwóch włóczek. Właściwie część już była zrobiona i funkcjonowała jako kamizelka, aż nadszedł czas, by zmieniła się ona we właściwy sweterek. Jaśniejsza włóczka była w moim posiadaniu od bardzo dawna, tak sobie kalkuluję, że jakieś 100 g. I to cała moja wiedza. Pozostała ona po robótkach mojej Mamusi i tak sobie czekała na swój czas. Robiłam z podwójnej nitki, żeby sweter był ciepły. Golf, ściągacz, rękawy i guzki robione są z Puchatki "aniluxu". Skład: 100% anilany. Sweter robię drutami nr 4. Ponieważ jestem wygodna, guzki robiłam na szydełku. O wiele szybciej, niż na drutach. Przynajmniej moim zdaniem. Na razie kupiłam dwa motki Puchatki. Na sweter na pewno wystarczy, ale myślę dorobić jeszcze czapkę i szalik do kompletu, kiedyś. Wzór zaczerpnęłam z "Sabriny" zeszyt 1 2006 model 8. W "Sabrinie" wzór z guzkami jest robiony poziomo. Na początku też tak próbowałam, ale okazało się, że mam za mało włóczki na taki sposób, bo warkocze ściągały robótkę i robiła się węższa, niż powinna. Rozrysowałam więc sobie schemat na kartce, dostosowując wzór do moich potrzeb. Niestety nie pamiętam, gdzie włożyłam kartkę z tym schematem, ale jak tylko odnajdę, nie omieszkam jej pokazać. Z reguły nie robię rzeczy zgodnie z opisem, raczej szukam ciekawych wzorów, być może dlatego, że większość rzeczy robię dla dzieci. Od początku do końca robiłam zgodnie z opisem tylko jeden komplet, ale szczegóły pozostawię, gdy go pokażę.


Ściągacz robiłam tu już drugi raz, ale znowu wyszedł za wąski, więc będzie robienie od nowa (przód już jest spruty). Dodam jednak jeszcze 3 oczka. Wzór ściągacza zmodyfikowany jest do moich potrzeb. Będę próbować aż do momentu, kiedy przestanie ściągać sweter, bo ja nie lubię typowych ściągaczy i raczej ich unikam. Acha, ściągacz nie jest przyszywany, tylko wrabiany. Szydełkiem nabieram z dolnego brzegowego rzędu odpowiednią liczbę oczek, a następnie przekładam je na drut. Ponieważ mam szydełko długości prostych drutów (nie pamiętam kiedy i gdzie zakupione), więc wszystkie oczka mieszczą mi się bez problemu.

Zaczęłam przy okazji próbkę rękawa bezszwowo od góry. Już sprułam, bo nie podobało mi się. Gdyby sweter był w jednym kolorze, mogłoby tak zostać, ale w tej wersji nitki wrabiane rękawa są zbyt widoczne i oszpecają całość.

Nie wiem, kiedy pokażę efekt końcowy, ponieważ robię raczej w średnim tempie, a poza tym nie mam zbyt dużo czasu, dwie, góra trzy godziny dziennie wieczorem, kiedy dzieci już śpią. W związku z prowadzeniem bloga pewnie jeszcze się opóźni, bo na razie zgłębiam tajniki blogowania. W dodatku komputer mi ostatnio grymasi i pracuje na takich obrotach, że szkoda słów.

Następny do zrobienia jest szalik dla córci, golf dla mnie i będę przedłużać jeszcze jeden sweterek dla małej, tzn. myślę dorobić jeden motyw. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jakoś bardzo się przywiązuję do większości rzeczy, które wyszły spod moich rąk i żal mi je wyrzucać albo niszczyć. Większość z nich ma jakąś tam swoją historię. Szczególnie jeśli chodzi o szycie, pamiętam etapy powstawania niemal każdego ubrania.

Na zakończenie jeszcze zdjęcie mojego półgolfu, który czeka na swoją kolejkę. Takich rzeczy jest o wiele więcej, ale podzieliłam je na te ważniejsze i mniej ważne. Mam nadzieję, że ten blog mnie jeszcze bardziej zmobilizuje.

Tył i zbliżenie wzoru. Ten wzór wykorzystałam już dwa razy: robiąc półgolf dla córuni i dla siostrzenicy. Jakość zdjęcia niestety taka sobie, ale o tej porze roku mam kiepskie światło.

piątek, 2 stycznia 2009

Powitanie

Witajcie :)

Nowy Rok, nowe postanowienia, plany, nadzieje...

Moim nowym jest mój blog.

Mam na imię Beata. Jestem mężatką i mam dwoje rozbrykanych dzieciaczków: córcię Sandrunię, prawie sześciolatkę, i synka Igorka, 15-miesięcznego zdobywcę :) .

Mieszkam w małym miasteczku w Świętokrzyskiem, ale moim ukochanym miastem jest i zawsze będzie Wrocław.

Od kilku miesięcy śledzę blogi robótkowe i z zapartym tchem "podglądam", co wyczarowały koleżanki rękodzielniczki. Przez tych kilka miesięcy dojrzewała we mnie myśl o własnym blogu. A duży wpływ na to mają zwłaszcza Dagny i Zdzid, których umiejętności powalają mnie na kolana. Tyle osób zakłada swoje blogi i prezentuje, co umie i co lubi robić. Padło i na mnie. Mam nadzieję, że od czasu do czasu zaszczycicie mnie swoją obecnością, a może i mnie uda się komuś coś podpowiedzieć. Lubię szyć, szydełkować i robić na drutach, choć czasu mam niewiele na te przyjemności i ciągle nie mogę go znaleźć na poznanie frywolitek i patchworkowe czary. Szyję od 16 lat, ale wciąż się uczę i doskonalę. Jestem samoukiem. Trochę pozazdrościłam siostrze - dyplomowanej krawcowej i zaczęłam sama. Z drutami i szydełkiem miałam do czynienia w dzieciństwie (były ubranka dla lalek :)), jako nastolatce nawet udało mi się zrobić opaskę, ale tak na dobre zaczęłam i złapałam bakcyla, kiedy moja córcia skończyła półtora roku, a więc 4,5 roku temu. Najpierw były druty, szydełko jakieś pół roku później. W międzyczasie urodziłam synka, więc moje zasoby robótkowe nie są jakieś ogromne, ale co nieco Wam pokażę. Powoli zacznę od najstarszych. Będę mogła sama ocenić, co, kiedy, bo jakoś do tej pory nie pokusiłam się o przeliczenie własnych wyrobów. Jak większość z Was mam swoje zapasy włóczkowe i materiałowe, a że jestem okropnym chomikiem nie wyrzucam niczego, co jest w dobrym stanie, ale nikt już w tym nie chodzi, bo zawsze na coś się przyda.

Ale się rozpisałam . Na początek może wystarczy.

Jeszcze raz więc witam i zapraszam do towarzyszenia mi w nowym etapie mojego życia.