Takie ozdoby zrobiłam córci na choinkę do szkoły: dzwoneczek, gwiazdkę i kwiatek 3d. Zdjęcie nie oddaje ich uroku. Miałam zamiar zrobić jeszcze dla siebie, ale od 12 grudnia byłam zajęta przeprowadzką i nic z tego nie wyszło. Może w przyszłym roku...
wtorek, 7 lutego 2012
Jeszcze świątecznie...
Takie ozdoby zrobiłam córci na choinkę do szkoły: dzwoneczek, gwiazdkę i kwiatek 3d. Zdjęcie nie oddaje ich uroku. Miałam zamiar zrobić jeszcze dla siebie, ale od 12 grudnia byłam zajęta przeprowadzką i nic z tego nie wyszło. Może w przyszłym roku...
wtorek, 31 stycznia 2012
Witajcie w Nowym Roku ;)))
Jeszcze raz dziękuję Wam za serdeczne i ciepłe życzenia świąteczne.
O nowym miejscu napiszę tyle, że jest dużo lepiej, niż w poprzednim. I to z wielu powodów. Moja sytuacja jest bardzo złożona i mogłabym o tym napisać kolejnego bloga ;))). Jesteśmy zadowoleni, choć do szkoły musimy wychodzić pół godziny przed dzwonkiem na lekcje, na wiele rzeczy nie mam czasu, bo samo chodzenie zajmuje mi co najmniej 3 godziny dziennie. Ale plusy przeważają, więc cieszymy się i jest nam dobrze. Choć jeszcze nie wszystko poukładane i uporządkowane jak trzeba.
Przekonałam się też, że tak jak dużo jest ludzi podłych i zawistnych, tak też dużo jest wspaniałych i serdecznych, gotowych pomóc, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Najważniejszym wydarzeniem dzisiejszego dnia są 9 już urodziny mojej perełki.
Chyba mogę powiedzieć, że jestem w końcu szczęśliwa, choć jeszcze wielu rzeczy mi brakuje... Albo może o tym chicho sza, żeby nie zapeszyć ;))).
Cieszę się, że znowu jestem z Wami :)))
piątek, 16 grudnia 2011
Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku.
Nie wiem, kiedy tu zawitam, ponieważ nie będę mieć na razie internetu,. Nie wiem, jak długo. Muszę wybrać spośród mobilnych propozycji jakąś przystępną. Będę miała tylko sporadyczny dostęp u Mamy.
Właśnie się przeprowadzam. Jest to moje zeszłoroczne marzenie. Mam nadzieję, że w nowym miejscu wszystko mi się poukłada i że będzie dobrze. Choć jak na razie jest to jeszcze taki przystanek, a nie miejsce docelowe.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i mam nadzieję, do jak najszybszego usłyszenia już z nowego miejsca :)))
piątek, 9 grudnia 2011
Czerwona szydełkowa czapeczka.
Zrobiona prawdopodobnie wiosną 2006. Szydełko nr 2. Miałam wtedy jeszcze mały wybór szydełek. Wykorzystałam wzór z "Damy w swetrze" nr 6\2005, model 7.
środa, 7 grudnia 2011
Czapula w paseczki.
Czapa dla mojej młodszej siostrzenicy zrobiona z Kotka chyba, druty nr 4, granatowa włóczka to domowe resztki. Powstała w listopadzie 2008 roku. Oczywiście czapka robiona od ręki, bez żadnych schematów i planów.Z nowościami będzie raczej krucho, ponieważ od dwóch tygodni mam spuchniętą prawą dłoń i ją bardziej jeszcze oszczędzam, choć już wiem, że muszę się liczyć z tym, że tak może zostanie.
Odkąd przestawiłam komputer w inne miejsce, jakoś ciągle mi z nim nie po drodze, ale obiecuję, że będę chciała to zmienić :))).
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy mimo wszystko zaglądają i pamiętają.
W zeszłym tygodniu miałam 12 cykl herceptyny. Zostało tylko 5. Żyłki mam już biedne i kruche, ale zostało tylko 10 kłuć, plus-minus 5, bo czasem panie w laboratorium muszą mnie kłuć dwa razy. Czuję się dobrze.
I mam nadzieję, że niedługo będę miała więcej czasu na blogowe czytanie, bo już się stęskniłam, a ciągle jakoś mi tak ostatnio nie wychodzi.
Na koniec mała prośba. Potrzebuję brązowej trawki bez połysku na czapkę misia dla chłopca. Przynajmniej 10 dag. Gdybyście miały na zbyciu (chętnie odkupię) albo mogły mi coś podpowiedzieć, będę bardzo wdzięczna.
wtorek, 1 listopada 2011
Żołte wdzianko.
Resztki. Szydełko chyba nr 4 albo 4,5. Zrobione w drugim tygodniu sierpnia.Czasu ciągle brak. czeka mnie podjęcie bardzo poważnej decyzji, której konsekwencje moga być dla mnie nawet trochę niebezpieczne. Ale to chyba w tej chwili jedyny sposób, by odzyskać spokój. Nawet rak nie wykańczał mnie i nie wykańcza tak psychicznie, jak to środowisko, w którym zmuszona jestem żyć. I jak człowiek, z którym muszę dzielić mieszkanie...
piątek, 28 października 2011
Topy.
środa, 19 października 2011
Zielony top i inne przyjemności ;p
Do tego usłyszałam jeszcze jedną nowinę, która dała mi nadzieję na zmiany, więc chyba powoli odbijam się od dna.Pewnie wpadnę w jeszcze w niejeden wir, ale co tam, teraz to już tylko lepiej może być, choć nie od razu :))).
Poszły 4 motki Etiudy - 66 % bawełna, 32 % wiskoza i 2 % poliamid. Szydełko nr 3, 25.
Jest to włóczka supełkowa, może niezbyt odpowiednia na top, ale na nic innego by mi nie starczyło. Nosiło mi się dobrze, choć przy zakładaniu niezbyt było przyjemnie z prawej strony. Bo ja tam ciągle na dużym kawałku skóry po boku nie mam czucia.
Włóczka dla wprawionych w szydełkowaniu, bardzo źle się pruje i traci swój wygląd.
Robiłam w lipcu, zrywami, zdjęcie z pierwszego tygodnia sierpnia.
czwartek, 13 października 2011
Coś o sobie ;p
Co muszą zrobić nominowane osoby?- Umieścić podziękowania i link do blogera, który przyznał nagrodę
- Skopiować i wkleić logo na swoim blogu.
- Napisać o sobie 7 rzeczy.
-Nominować 16 innych blogerów -nie można nominować blogera, który Wam przyznał nagrodę
- Napisać im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji .
Bardzo dziękuję za to piękne wyróżnienie, ale tradycyjnie dalej nie przekazuję, bo to zbyt duży stres jest, poza tym mam blogi w zakładkach dlatego, że je lubię :)))
Najtrudniejsze z tego wszystkiego, to 7 rzeczy o mnie ;p.
2. Nie cierpię prymitywnych, zawistnych plotek i opowieści o czyimś życiu prywatnym, wyglądzie, stylu ubierania się czy życia. Czuję wręcz fizyczny wstręt do ludzi, którzy czerpią satysfakcję i przyjemność z obgadywania innych i szkodzenia im w ten sposób. Szczególnie do dwulicowców uśmiechających się w twarz i obgadujących za plecami.
3. Nie cierpię chamstwa, arogancji, wulgarności, prostactwa, prymitywizmu, zakłamania, cwaniactwa, głupoty. Tym bardziej że mieszkam w takim miejscu i stykam się z tym każdego dnia.
4. Kiedy coś mi się nie podoba albo nie zgadzam się z czymś lub kimś, często muszę to z siebie wyrzucić, bo bym się chyba udusiła. Nie jestem z tego zadowolona, bo są sytuacje, w których lepiej ugryźć się w język dla własnego dobra ;)).
5. Zawsze gdy wyjeżdżam albo wychodzę z dziećmi na spacer, zabieram ze sobą robótkę (najczęściej szydełkową, bo najporęczniejsza w każdej niemal sytuacji ;)). Zawsze za dużo i sukces jest, gdy mi się uda choć jedną czwartą z tego zrobić ;p. Tyle że sobie trochę podźwigam ;p.
6. Lubię otaczać się ludźmi mądrymi, inteligentnymi, mającymi swoje pasje, ludźmi mądrzejszymi ode mnie, ludźmi, od których mogę się czegoś nauczyć.
7. Nie jestem zazdrosna w sensie zawiści. Jeśli zazdroszczę to z podziwem dla czyjejś wiedzy, umiejętności, talentu, że też bym tak chciała. Jest to zazdrość inspirująca i zmuszająca do samorozwoju. Takiej zazdrości zawistnej, bo ktoś ma coś czego nie mam ja wprost nie cierpię i nie lubię ludzi, którzy wszystkim wszystkiego zazdroszczą.
Uff, ocieram pot z czoła ...
A to zdjęcia z dnia 12 lipca - mój pierwszy spacer bez chusteczki ;))). Po 9 miesiącach noszenia chusteczek tak się przyzwyczaiłam do nakrycia głowy, że czułam się, jakbym była nago, choć nikt nie zwracał na mnie uwagi. A gdy byłam w chustce na głowie, to wiele osób.
wtorek, 11 października 2011
Jak ten czas szybko leci...
Lipiec był dla mnie bardzo trudny. Czułam się bardzo słabo, pogoda nie sprzyjała ani dobremu nastrojowi, ani dobremu samopoczuciu. Moje było wręcz fatalne. Zdarzało się, że byłam taka słaba, że nie wychodziłam z domu, bo bałam się zasłabnięcia na ulicy. Było bowiem tak, że dwa razy ledwo wróciłam do domu.
Do tego doszła wiadomość o odejściu Małgosi. Nie mogłam się pozbierać przez wiele dni. Na pewno fakt, że sama jestem chora nie był bez znaczenia. Też jestem blisko tej granicy, a może to ona jest blisko mnie.... Miałam koszmarne sny i ciągle myślałam o tym, że powinnam wszystko uporządkować, spisać testament i przygotować ubranie pogrzebowe. Wiem, że nie jest przyjemnie to czytać, ale tak się wtedy czułam. A skoro piszę o chorobie, nie mogę tego przemilczeć. Przez wiele tygodni unikałam Internetu.
Sierpień był rodzinny i szybki. Spędziłam go praktycznie całego z rodziną. Moją. Nie mam namyśli m., bo z tej strony od wielu już lat nie spotyka mnie nic dobrego i nawet moja choroba tego nie zmieniła. Dzień miałam wypełniony od rana do wieczora. Coś tam szydełkowałam, ale nie tak dużo, bo jednak ręka mnie boli, a gdy zrobię trochę więcej, to nawet bardzo. I nie muszę się specjalnie wysilać. Wystarczą codzienne obowiązki. Mam nadzieję, że to kiedyś minie...
Wrzesień i październik to czas poświęcony na prostowanie krętych ścieżek mojego życia. Nie jest ono ani łatwe, ani przyjemne, jak to się może niektórym wydawać, ale sprawy te są tak trudne
i nieprzyjemne, że raczej na blogu nie będę o nich pisać, choć czasem jest we mnie taka złość i bunt na to wszystko, że miałabym chęć wykrzyczeć to całemu światu. A najbardziej w tym wszystkim przykre jest to, że będąc poważnie chorym człowiekiem, nie mam prawa czuć się jak chora. Nie w swoim domu.
Po operacji nie wyobrażałam sobie życia sama z dziećmi. Myślałam, że nie dałabym rady. Ale okazało się, że dałam sobie radę. Raz lepiej, raz gorzej. Bo na m. nie mogłam i nie mogę liczyć. Wprost przeciwnie. Nie jest łatwo...Bez pracy, bez pieniędzy, z dwójką małych dzieci i RAKIEM. Dreptam od instytucji do instytucji i szukam pomocy. Na szczęście trafiłam na ludzi życzliwych, którzy chcą mi pomóc. Ale nie wszystkim się to oczywiście podoba. Szczególnie powinowatym moim, a krewnym moich dzieci.
Myślałam, że uda mi się we wrześniu wybrać na rehabilitację. Potrzebuje tego i ręka i kręgosłup. Niestety, zbyt dużo spraw mam na głowie, a szczególnie jedną, bardzo poważną. Nie wiem, jak to będzie, kiedy się ziści, boję się, bo to wielka dla mnie niewiadoma, postawiłam na jedną kartę, ale myślę, że będzie lepiej niż teraz. Musi być lepiej. W końcu chcę być jeszcze szczęśliwa.
Trochę się filozoficznie zrobiło. Pewnie co niektórzy usną, zanim dotrą do końca ;).
Mam nadzieje, że uda mi się częściej zaglądać, choć nie obiecuję. Będę chciała, bo może tak być, że za jakiś czas, przez jakiś czas nie będę miała dostępu do Internetu. Nie wiem, jak to będzie.
Dziękuję, że jesteście i że macie cierpliwość :))).
Mam za sobą 8 cykli herceptyny i znoszę ją dobrze. Jestem tylko trochę słabsza i szybko się męczę. Do siódmego cyklu udało mi się obejść bez klemastyny. Niestety po siódmym cyklu dostałam uczulenia i to na prawej ręce, więc teraz klemastynę muszę brać. Nie bardzo mi to odpowiada, bo jestem potem senna, powolna, mam zaburzenia koncentracji, zawroty i ból głowy na drugi dzień problem z obudzeniem się. Ale cóż poradzić, jak trzeba, to trzeba.
I muszę tu napisać, że mój pan doktor, który zaliczył "wpadkę", teraz zachowuje się bez zarzutu, nienagannie. Jest miły, cierpliwy, odpowiada na wszystkie moje pytania i nie lekceważy moich lęków. Być może miał wtedy zły dzień i stąd jego niewłaściwe zachowanie. W każdym bądź razie jestem z niego bardzo zadowolona.
Włoski już mi ładnie odrosły, ale fryzurkę mam nie taką w moim stylu, bo mi ciągle szkoda obciąć moje włoski. Nie są bardzo długie. Rosną mi połowę wolniej niż normalnie. Nie są ani gęściejsze, ani sztywniejsze. Mięciutkie jak były. Jedyna różnica, to że delikatnie się kręcą. Jak były krótsze, to żartowałam sobie, że żyją własnym życiem ;))), bo nad niektórymi kosmykami nie mogłam zapanować.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, bo choć życie mnie przez ostanie miesiące wykańcza psychicznie, to jednak nie poddaję się i jestem dobrej myśli.
I jeszcze dziękuję bardzo za Wasze przemiłe i ciepłe komentarze pod ostatnim postem :*.
czwartek, 8 września 2011
Wszystko dobrze.
środa, 20 lipca 2011
piątek, 8 lipca 2011
Korale czarno-czerwone
Czarna Maxi i czerwona Perle , choć na zdjęciu wygląda na malinową. Z tej, z której i komplet ananasowy. Szydełko nr 1. Dla przesympatycznej pani Ani. Robione na zamówienie. Od środy u nowej właścicielki. Aż mi się zachciało też posiąść takie w takiej kolorystyce ;p.
czwartek, 7 lipca 2011
Kolejne ananaski.

We wtorek byłam z dziećmi w Kielcach i pogodę mieliśmy w kratkę. Kilka razy deszcz nas zmoczył, kilka razy słoneczko i wiaterek osuszyły. Nie narzekam, bo gdybym musiała dzieci zabrać wczoraj, to nie byłoby żadnych szans na spacer, za to przemoklibyśmy bardzo.
Ale jak widać, moje skarby wody się nie boją :)))
Efekt spaceru to wizyta w MarMonie. Kolejne zakupy ;p. Koraliki po lewo z Allegro. Po prawo kieleckie. Część moja, część córci (na korale) i część synka (na bransoletki) .
Teraz pora brać się do roboty. Gorzej, jak nie znajdą się chętni ;p. Będę miała inną biżuterię na każdy dzień roku ;ppp.A dzisiaj już wyszło słoneczko, ale po dwóch dniach wędrówek w deszczu nawet nie chce mi się z domu wychodzić... Ale jeszcze południa nie ma, więc wszystko się może zmienić :)))
niedziela, 3 lipca 2011
Kamizelka.

Jak patrzę na to, co za oknem się dzieje, to przypomina mi się taka piosenka z harcerstwa:
"Lato, deszczowe lato, na przekór ludziom, na przekór kwiatom,
lato, deszczowe lato, że nawet świerszcze nie mogą grać"
I zaraz jeszcze "Piosenka na rozgrzanie". Ech wspomnienia...
sobota, 2 lipca 2011
Czerwone kwiatuszki znów.

A niżej prezent, który sobie wczoraj sprawiłam ;))) a co tam. Jak szaleć, to szaleć ;p. A zakupy wełno-filcowe zrobiłam tutaj.

Zaczęłam od filcowania na mokro, ale może powinnam spróbować igłami. Oczywiście dzieci też chętnie filcowały :))). Każde na swój sposób ;p.


Skosztujcie, jeśli macie chęć :))). Niestety, tylko wirtualnie, a to za sprawą Eli, która pokazała swoje i narobiła mi "smaka" :)))
Życzę wszystkim udanego sobotniego wieczorku :))).
piątek, 1 lipca 2011
Czerwone kwiatuszki.
Te kolczyki zrobiłam dla siostrzenicy szwagra. Wiem, że jest z nich zadowolona, choć na zdjęciu nie widać ich uroku. Niestety zdjęcia biżuterii, którą zrobiłam u siostry w czasie pobytu, takie mi właśnie wyszły byle jakie. Zaczęte w sobotę, a skończone w niedzielę przed moim wyjazdem. Perle, szydełko nr 1.A tak w ogóle to dzisiaj zaszalałam i zrobiłam sobie prezent ;p. Jutro się pochwalę, jak zrobię zdjęcie w świetle, mam nadzieję, pięknego dnia :))). Bo dzisiaj to u mnie cały czas mży...
czwartek, 30 czerwca 2011
Szare kulki.
Te kolczyki zrobiłam na prezent dla koleżanki mojej siostry w maju, w niedzielę przed wyjazdem. Są inne trochę niż wcześniejsze, bo koraliki mają w postaci małych ciosanych rurek, na dole pod spodem małe, a między kulką i biglem większe. Szydełko nr 1. Snehurka. Niestety nie mam lepszego zdjęcia.
środa, 29 czerwca 2011
Szare koraliki.

Czy Wy też dostajecie listy od Harmony ???
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Relaks.
Na wsi było super. Szkoda że tak krótko. Wypoczęłam, spędziłam czas w miłym towarzystwie i chodziłam sobie bez nakrycia głowy ;p. Na zdjęciu nie uwiecznione zostały moje kordonki i włóczki, które pojechały ze mną ;p . Niewiele podziergałam, ale coś tam się dokończyło, coś powiększyło, coś powstało.Moja córcia stwierdziła, że na wsi jest fajnie, a w mieście nudno ;))) . Ale teraz siano przewraca maszyna :))), więc się nie napracowała, choć ulubionym miejscem była obora, a krowy mało nie pękły z przejedzenia, bo moje dzieciaczki cały czas chciały je karmić. I pieski również.
sobota, 25 czerwca 2011
Sandruniowy naszyjnik.
A to pierwszy naszyjnik mojej córuni. Z moim minimalnym wkładem (łańcuszek na szydełku i nawlekanie maciupkich koralików do wiszących muszelek i przymocowanie tychże). Bardzo Jej się spodobało, więc to chyba nie ostatni :)))
piątek, 24 czerwca 2011
czwartek, 23 czerwca 2011
Żółty wisiorek.
Kwiatuszki do tego wisiorka powstały dokładnie 14 maja br. Dzień przed komunią Karolki. Niestety nie zdążyłam z nich zrobić wisiorka na uroczystość, bo nie bardzo wiedziałam, jak połączyć kwiatki. Za to udało mi się na zakończenie roku do Igorka. Kolczyki już Wam znane :)))A jutro jadę na wieś na trzy dni i będę wypoczywać ;p. Moje dziewczę natomiast marzy o wydojeniu krowy ;))).
środa, 22 czerwca 2011
Słoniowe stadko.

Szydełko nr 2,5 i resztki oraz nie resztki ;))) W środku gąbka tapicerska. Jeszcze mi trochę zostało :D.
Moje dzieci zrobiły sobie zamówienie na wiele takich słoników, ale to chyba nie w najbliższej przyszłości ;p
sobota, 18 czerwca 2011
Wyniki.
Po trzech miesiącach od zakończenia radioterapii dostałam skierowanie na kontrolne badania obrazowe.
Prześwietlenie klatki piersiowej wyszło dobrze.
Mammografia piersi lewej też. Dla pewności miałam dwa razy robioną mammografię dołu pachowego, bo miałam też robione usg i tam się coś pani doktor nie spodobało, ale to drugie badanie rozwiało wątpliwości i wszystko jest w porządku. Badanie niezbyt przyjemne, kto miał, ten wie ;))) na szczęście krótko trwa.
Ostatnie, usg blizny po stronie operowanej. I tu są pewne wątpliwości, ponieważ usg wykazało obszary hypoechogeniczne. Oznacza to mniej więcej tyle, że: albo są to blizny po naświetlaniach (według lekarza robiącego usg najbardziej prawdopodobne), albo...wznowa, nawrót, po prostu zmiany nowotworowe - muszę się z tym liczyć. W związku z powyższym za trzy miesiące ponowne usg blizny.
Nawrotu nie przyjmuję do wiadomości. Właśnie robię porządek w swoim życiu i nie zamierzam się ani załamywać, ani poddawać. Nawet gdybym miała nie wiem jak długo brać czerwoną chemię i chodzić łysa. Zawzięłam się. Zwłaszcza że rodzina m. robi wszystko, żeby zatruć mi życie i żebym nie wróciła do zdrowia. Nawet na pewną imprezę rodzinną zaprosili mnie po to, żeby sprawdzić, jak długo jeszcze pociągnę i czy rak i chemia bardzo mnie zniszczyły.
Trochę nieprzyjemnej prywaty, ale doszły mnie ostatnio takie wieści, że muszę dać upust. Ciężko jest nie móc głośno mówić (pisać) o pewnych sprawach, kiedy bardzo chciałoby się to zrobić.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Ananasy pierwszej klasy ;-P

sobota, 11 czerwca 2011
Skarpety.


Jak widać na załączonych zdjęciach popełniłam aż trzy ;p pary skarpet. Pierwsza para - tak, tak, to jedna para, choć na każdym zdjęciu wyszedł inny odcień, najbardziej zbliżony to ten dolny z lewej strony - powstała w 2004 r. jesienią, chyba w listopadzie, dla mojej córci.Trzecie zielone z 2006 też dla córci.
piątek, 10 czerwca 2011
Szyjogrzeje.

Robione na wyczucie, po omacku, bo to były czasy, kiedy jeszcze gazetkowo było u mnie cieniutko, doświadczenie drutowe maluchne i tylko szare komórki do pomocy :)))
W porównaniu z cudnymi szyjogrzejami oglądanymi na Waszych blogach, to te moje są baaaardzo biedniutkie ;p
czwartek, 9 czerwca 2011
Męskie czapki.
U góry - czapka cieńsza, na dole - bardzo gruba, z podwójnej nitki.
Obie zrobione w 2003 roku (listopad-grudzień). Pierwsze i jak na razie jedyne męskie czapki. Prosty wzór ściągaczowy. Mąż bardzo lubi tę cieńszą i do tej pory ją nosi, choć już się upomina o nową, bo ta się trochę już sfatygowała. Obie robione drutami nr 4 (nie miałam wtedy dużego wyboru, jeszcze 3 chyba, nie wiem, nie oznakowane). Modelka to oczywiście moja córunia.wtorek, 7 czerwca 2011
Żółta czapka.
Pierwsza czapka, którą zrobiłam na drutach. Powstała w listopadzie 2003 roku. Druty chyba nr 3 albo 2,5. Cienizna taka nieoznakowana. Najpierw zrobiłam prostokąt, potem zszyłam dłuższe boki, następnie złożyłam na pół i ściągnęłam górę nitką, zrobiłam pompon, przyszyłam. Zrobiłam 4 trójkąty, pozszywałam, przyszyłam. W taki sposób powstała moja (i córci) pierwsza czapka na drutach. Do tej pory na córcię jest dobra, sprawdza się przy mrozach, bo jest naprawdę ciepła. Nie wiedziałam, jak się robi czapki na drutach, więc kombinowałam. Ale pomogło mi to odkryć, jak te czapki można zrobić inaczej. I kolejne już mi wychodziły, jak należy :)))Cytrynowy sweterek.
Pierwszy sweterek zrobiony dla mojej córuni w 2003 roku, październik - listopad. Bez żadnego schematu, na chłopski rozum, prosty, bo tylko ażurowy dół,a reszta na prawo. Kolor wściekle cytrynowy jest w rzeczywistości. Do użytku domowego. Druty nr 4, bo też miałam wtedy tylko te 4 i 3 chyba. Ta włóczka taka jakaś nitkowa, z odzysku, ale o dziwo, sweterek wyszedł bardzo ciepły. Ale chyba podwójną nitką robiony był. Nie pamiętam tak dokładnie.A guziczki to biedroneczki :)))
czwartek, 2 czerwca 2011
Kolorowy zawrót głowy.


Oto ja ;pp
A na dole zdjęcie w peruczkach ;p
Tak wyglądałam dzień przed drugą chemią :))
Dla tych, które nie chcą peruczki i muszą nosić chusteczki: zróbcie z nich element swojego stylu, wyzwanie, poczujcie się w nich dobrze :))) Ja też na początku czułam się dziwnie, ale stwierdziłam, że skoro już muszę, niech to będzie część mnie. Do takich chustek idealnie pasują oryginalne kolczyki. Szydełkowe na pewno.
wtorek, 31 maja 2011
Immunoterapia w raku piersi.
Jak już wiecie, jestem w trakcie kolejnego etapu leczenia - immunoterapii. Immunoterapia polega na wywoływaniu zmian w układzie immunologicznym organizmu. To głównie leczenie wywołujące powstanie określonych przeciwciał.
Biorę lek zwany herceptyną. (trastuzumab). Przyjmuję go w formie wlewu na dziennej chemii. Trwa to niecałą godzinę. Takich cykli bierze się 17 przez rok, co trzy tygodnie. Co trzeci cykl należy udać się do kardiologa na kontrolę serca, ponieważ ten lek serce osłabia. Jeśli lekarz zauważy jakieś zmiany, przerywa się podawanie herceptyny. Dostaje się też Clemastin przeciwuczuleniowo. Ja poprosiłam już przy drugim cyklu o niepodawanie mi tego leku, ponieważ nie mam uczulenia na białko, a samopoczucie po tym leku (senność) mi nie odpowiada ;p
Herceptyna to lek najnowszej generacji, który uratował już niejedną kobietę od śmierci. Uzyskuje się go dzięki biotechnologii. Zawiera on niewielką część białka myszy i białka ludzkiego. Koszt miesięcznej kuracji herceptyną wynosi 8 tys. zł. Kobiety po wcześniejszej amputacji piersi leczy się nim przez rok - żeby nie było nawrotu choroby i przerzutów. Źródło:
"Preparat herceptyna został zarejestrowany do leczenia pacjentek chorujących na nowotwór określany jako HER2 dodatni. Ten typ, na który cierpi około 20-30 procent kobiet z rakiem piersi, jest wyjątkowo groźny. Pokonać go można wtedy, gdy działa się natychmiast, chociaż i w tym przypadku pozostaje ryzyko rozsiewu.Herceptyna stanowi ogromny postęp w dotychczasowym leczeniu raka sutka, ponieważ jest lekiem biologicznym, skierowanym przeciwko jednemu białku HER2. Zwiększona produkcja tego właśnie białka przyczynia się do zwiększenia ryzyka nawrotu choroby i pogarsza rokowania. Herceptyna, co podkreślił główny naukowiec University Womans Hospital we Frankfurcie, "zachowuje swoje działanie u kobiet chorych na postępującą, agresywną postać raka" (czyli HER2).
Bardzo skrupulatne badania wykazały, że ten sam preparat wydłuża życie chorych bez względu na to, jak bardzo złośliwy guz jest zaawansowany. Biologiczna postać leku aktywizuje układ odpornościowy do samodzielnej walki z nowotworem i jednocześnie hamuje jego rozrost.
Dzisiaj w całym kraju leczy się bez finansowych kłopotów kobiety po operacjach, u których rozpoznano ten bardzo złośliwy rak - HER2 dodatni. Roczna kuracja jest kosztowna - około 100 tys." Artykuł z 2008 r.
Najczęściej stosowane przeciwciała monoklonalne w leczeniu nowotworów:
Rituksymab mający zastosowanie w leczeniu chłoniaków nieziarniczych oraz samoistnej plamicy małopłytkowej. Działania niepożądane: najważniejsze to zespół uwalniania cytokin (manifestuje się dusznością, skurczem oskrzeli, gorączka, dreszczami i obrzękiem naczynioruchowym) i zespół rozpadu guza, mogące prowadzić do zgonu. Inne: reakcje anafilaktyczne, zaostrzenie choroby wieńcowej lub niewydolności serca, zaostrzenie przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu B prowadzące do ostrej niewydolności wątroby.
Alemtuzumab mający zastosowanie w przypadku przewlekłej białaczki limfocytowej B-komórkowej. Działania niepożądane: najczęstsze (około 80% chorych w pierwszym tygodniu leczenia) to długotrwałe toniczne skurcze mięśni, gorączka, złe samopoczucie, jadłowstręt, obniżenie ciśnienia tętniczego, ból głowy, nudności, wymioty, biegunka, opryszczka, zapalenie płuc, duszność, posocznica, pokrzywka, świąd, nasilone poty. W celu poprawy tolerancji leku stosuje się go w stopniowo zwiększanych dawkach.
Transtuzumab stosowany w raku piersi. Działania niepożądane: reakcja anafilaktyczna, ostra niewydolność serca.
Cetuksymab i bewacizumab - przeciwciała monoklonalne stosowane w raku jelita grubego z przerzutami i w rakach głowy i szyi. Działania niepożądane: reakcje poinfuzyjne (do 90% po pierwszej dawce), osutka skórna, gorączka, ból głowy, duszność, wymioty, biegunka i in."
DOPISEK 1.06.2011 r.
Nie napisałam, że jestem po trzecim cyklu. Po herceptynie czuję się dobrze, jakbym w ogóle nie brała żadnego leku. Mam nadzieję, że tak będzie po wszystkich cyklach. Gdyby nie ograniczenia pooperacyjne prawej ręki, ból i opuchnięcie nadgarstka (skutki uboczne radioterapii), nie czułabym w ogóle, że jestem chora. Chociaż właściwie to lubię myśleć, że jestem zdrowa, a tylko sprzątam bałagan, jaki zostawił nieproszony gość.
poniedziałek, 30 maja 2011
Niebieskie kwiatki.

niedziela, 29 maja 2011
Komunijnie - rękawiczki.

Gdybym potrafiła, zrobiłabym jeszcze frywolitkowy wianuszek, ale nie potrafię, niestety. Może uda mi się tę trudną sztukę opanować do przyszłego roku, kiedy moja córcia będzie szła do komunii.
sobota, 28 maja 2011
piątek, 27 maja 2011
Komunijnie - kolczyki.

czwartek, 26 maja 2011
Pasek Gosi.

Miało być komunijnie, ale zostawiłam prawie wszystkie kable u siostry i nie mam jak zrzucić zdjęć. Będzie więc coś starszego. Pasek, który zrobiłam dla siostry. Kolor paska bardziej taki, jak na siostrze. Szerokość paska 10 cm. Wyszedł grubszy, niż mój, bo był robiony z grubszej włóczki. Szydełko chyba 1,5 albo 2. Zrobiony w czerwcu 2007 r. Model 12 z "Damy w swetrze" nr 7/2005. czwartek, 12 maja 2011
Kurki.

Te cudne kurki dostałam od Tkaitki. Moje dzieci aż piszczały z uciechy na ich widok. I przy każdej wydawały okrzyki zachwytu. Elu, wielkie dzięki :)))sobota, 7 maja 2011
Rocznica.
czwartek, 28 kwietnia 2011
Koszyczek.

środa, 27 kwietnia 2011
Bez tytułu ;p
W sobotę usiadłam do komputera na 15 min. i zdążyłam zajrzeć na dwa blogi.
Teraz czeka mnie znowu trochę pracy i też nie będzie czasu na komputerowe przyjemności. Żeby tak doba miała ze 30 godzin chociaż i wystarczało mi 5 godzin snu ;p
Jestem po pierwszych ćwiczeniach z amazonkami i bardzo mi się spodobało :))) Moim dzieciom też, szczególnie córci, która ćwiczyła razem z nami :)))
I jeszcze chciałam się pochwalić, że dostałam super niespodziankę od Tkaitki :))) Otóż przyfrunęło do mnie stadko kolorowych, roztrzepanych kurek, które z miejsca zawładnęły serduszkami moich dziatek :))) Postaram się szybko je pokazać :))) Elu, dziękuję :*
Kurki bardzo mi poprawiły humor, nadwyrężony przez m.
Wysyłam do wszystkich cieplutkie promyki :)))
sobota, 16 kwietnia 2011
Już jestem:))
czwartek, 24 marca 2011
Nie będzie mnie.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko i wiosennie, bo nadal humor mam doskonały, mimo tych złośliwości komputerowych:))) I do szybkiego usłyszenia :)))
Jak mi się uda, to bedę do Was zagladac z "telefona", tylko nie wiem, czy uda mi sie skonfigurowac bloggera, żebym mogła zostawiac komentarze i żebym mogła odpowiadac na wasze komentarze. Dlatego prosze o wyrozumiałośc i cierpliwośc.
poniedziałek, 21 marca 2011
Bordowa czapeczka.

Moja pierwsza szydełkowa czapeczka. Zrobiona chyba w 2005, według schematu z Burdy Special nr 2/2004, model 661. Bardzo ją lubiłyśmy obie z Sandrunią. Na zdjęciu już Anulka. Chyba zrobię córci na wiosnę taką. Ta była zrobiona specjalnie do sukienki.










